Zaznacz stronę

SŁOWO

Gdy słuchamy o odejściach od Jezusa, większość z nas myśli o ludziach niewierzących, którzy odeszli z Kościoła, od Boga. Z jednej strony to sytuacje dramatyczne, bo przecież dotyczące nie tylko anonimowych dla nas ludzi, ale często naszych bliskich. Waszych dzieci, wnuków czy po prostu ludzi z naszej wspólnoty. Z drugiej strony to dość wygodne, bo znów myślimy o innych. Możemy zrobić przebłaganie za innych, prosić Boga za ciężkich grzeszników i już. 

Rzecz w tym, że ten tekst jest do nas. 

Czy zgrzeszyliśmy ciężko, wyrzekając się Boga? Nie sądzę. W ogóle tu nie chodzi o grzech. Nauczyliśmy się tak patrzeć na tę relacje – pytając ciągle o nasze grzechy. I wydaje się nam, że czym więcej uczucia żalu w sobie wskrzesimy, tym lepiej. Z tego wynika, że nasz Bóg byłby kimś okrutnym, kto ma największą frajdę wtedy, kiedy się biczujemy i oskarżamy. Jednak On taki nie jest. 

Nie potrafimy żyć owocem krzyża Jezusa. Żyć jak odkupieni Jego krwią. Ciągle wmawiamy sobie, że śmierć i zmartwychwstanie to za mało i my musimy siebie zbawić. Z tego rodzi się tylko większa frustracja, bo nakładamy na siebie ciężary nie do uniesienia. Na siebie i innych. Z drugiej strony łatwiej, wielu z nas, żyć w smutku, bo jesteśmy grzesznikami niż dzielić się radością płynącą z Ewangelii. Bo trzeba by przestać się zajmować swoim „św. idealizmem”, a trzeba by dać świadectwo miłości do drugiego. 

Bóg jest tym, który się troszczy o ludzi, wyrywa z niewoli. Czy Izrael za to zapłacił? Nie. On to robi, bo chce, z miłości.

Idźmy do Ewangelii.

Bardzo tragiczny moment w życiu Jezusa. Ludzie odchodzą. I Jego to boli, widać to w pytaniu, które kieruje do uczniów: czyż i wy chcecie odjeść? 

Zauważmy, że oni odchodzą od Jezusa, nie ze względu na wskazania moralne; Ewangeliści nie zanotowali takie faktu po kazaniu na górze, gdzie mówi o miłości nieprzyjaciół i przebaczeniu. Odchodzą po tym, jak pokazuje im Boga bliskiego, który tak bardzo ukochał człowieka, że daje się nam jako pokarm. Staje się naszą codziennością, posiłkiem, po który zawsze możemy przyjść. Pokazuje Boga, który nie wymaga od człowieka nadludzkiego wysiłku, by go przebłagać, ale pokazuje Boga bliskiego, za darmo, na wyciągnięcie ręki. Boga, który zaprasza nas do życia wiecznego, czyli tego rodzaju życia, które jest w Bogu. Życia twórczego, cieszącego się darem, życia, które innym to życie daje, a nie podcina. I powiedzmy sobie szczerze: taki Bóg jest szalenie trudny. Nie chcemy Boga bliskiego, który nas motywuje do życia i dzielenia się życiem. Wolimy Boga, który nas karze, biczuje i nazywa grzesznikami. Bóg jest dobry i prosty. Nie komplikuje człowiekowi życia, ale je upraszcza. Właśnie na tym polega zbawienie. Jezus przyszedł je uprościć, dać nam przystęp do dobrego Ojca za darmo. On, jak sam mówi, chce mnie nakarmić, dać nam siłę. 

To Bóg daje siłę, a nie ją odbiera. To Bóg z nas zdejmuje ciężary, a nie je nakłada. Każda duchowość, która komplikuje życie z Bogiem i wprowadza do niego działania z pogranicza magii jest duchowością bez Ducha Świętego.

Trwanie w jedności z Nim naprawdę wystarczy. Bo to jest dobry i prosty Bóg. Każdy, kto komplikuje, nie jest z Boga. A to nam daje spożywanie Jego Ciała – zjednoczenie z Nim, komunia. 

I od takiego Boga odchodzimy, bo się boimy, że to będzie za proste.

Usłyszałem od osoby, która mnie kocha, takie zdanie: zależy mi na tobie. Dla mnie to zdanie jest szalenie ważne, bo w dzieciństwie często słyszałem: jesteś nikim, beznadziejnymusisz udowodnić, że coś znaczysz. Większość z nas została tak religijnie wychowana: jesteś grzesznikiem, udowodnij, że zależy ci na Bogu. Tymczasem On przychodzi i mówi: zależy mi na tobie

Dlatego ludzie odchodzą, bo boją się takiego Boga. Dobrego Boga.