Zaznacz stronę

Dwie sprawy przy okazji książki wywiadu z Siostrami z Broniszewic. 

Pierwsza.

Niespełna tydzień temu, zakonnik i ksiądz, wziął na tapet Siostry, sugerując, że ich motywacją są kompleksy. Ponoć, gdzieś w komentarzach przeprosił. Nie znalazł odwagi, by zrobić to na swoim profilu – publicznie – w miejscu, gdzie padły te pseudopsychologiczne wynurzenia. 

W tym tygodniu, kolejna osoba, tym razem świecki katecheta, postanowił wziąć na tapet Siostry i ich wypowiedź o władzy w Kościele. Tym razem nie pojawiła się analiza psychologiczna, ale klasyk – oburzenie na to, że kobiety w habitach mają czelność mieć swoje zdanie, inne niż to, którego byśmy od nich oczekiwali. 

Jezus żył i działał w czasie, w którym kobiety niewiele miały do powiedzenia. Kultura żydowska nie dawała im praw takie jakie miał mężczyzna i co świetnie widać w Ewangeliach, Jezus niewiele się tymi zwyczajami (mówiąc oględnie) przejmował. Rozmawiał z kobietami, nie bał się ich dotyku, pojawiały się jako jego towarzyszki i uczennice. Co więcej są pod krzyżem i są pierwszymi, które spotykają Zmartwychwstałego. Jezus bardzo rewolucyjnie (w kontekście czasu i kultury, w których żył) zachowuje się w stosunku do kobiet. Niestety, to moje zdanie, mam wrażenie, że Jego naśladowcy, w późniejszym czasie, mocno się uwstecznili. Piszę o tym tak dużo, dlatego, że przykładanie kalki kulturowych zachowań sprzed 2000 lat do współczesności jest właśnie uwstecznianiem. 

Kiedy popatrzymy na działalność Sióstr z Broniszewic i posłucha się całościowo ich wypowiedzi (nie pojedynczych zdań) widać wyraźnie, że to nie są buntowniczki dla buntu, ale są kobietami, które nie godzą się na prymitywne wysyłanie kobiet „do kąta”. Im nie chodzi przecież o to, by być biskupami, ale chodzi o zwrócenie uwagi na to, że na każdym stanowisku połączonym z władzą w Kościele, nie musi być ksiądz. Tam, gdzie dotyczy to władzy święceń (życia sakramentalnego) – jasne jest, że w Kościele katolickim, będzie to wyświęcony mężczyzna, jednak wiele innych miejsc w strukturach kościelnych mogą objąć kobiety. I nie chodzi o żadne sztuczne parytety, ale odważne powiedzenie, że Kościół jest wspólnotą obu płci, a nie jednej, która zatrudnia do niektórych zadań – drugą. Czy na przykład (podkreślam, to tylko przykład), dyrektorem diecezjalnej Caritas musi byś wyświęcony mężczyzna? W diecezji opolskiej, jałmużnikiem biskupa jest siostra zakonna. Siostra Aldona jest bardzo operatywną i skuteczną menadżerką, która potrafi wokół siebie zgromadzić przede wszystkim skuteczny zespół ludzi, ale i pozyskać odpowiednie środki materialne do tego, by pomagać osobom w kryzysie bezdomności. To jest konkretna władza, którą siostra sprawuje w imieniu swojego biskupa. Czy nie można by tak skutecznej kobiety obdarzyć zaufaniem robiąc ją szefową całej Caritas? Tym bardziej, że odczuwamy coraz bardziej brak księży, czyli tych, którzy mają być szafarzami, a w tym ich nie zastąpią kobiety. 

Kobiety, takie jak Siostry z Broniszewic, potrzebują w Kościele wsparcia, a nie krytyki mężczyzn, którzy czują się zagrożeni przez kobiety, które chcą i mają predyspozycje do tego, by podobnie jak mężczyźni, być odpowiedzialnymi za Kościół. Jednak trzeba odważnie powiedzieć, że bardzo często to mężczyźni mówią kobietom w Kościele (ale nie tylko), w jaki sposób „mogą” to robić, albo że mogą to robić na warunkach ustalonych przez mężczyzn. 

Druga sprawa. 

Przy okazji tego postu, w komentarzach, pojawiła się mała wymiana zdań, która pokazuje inne motywacje autora tegoż. Mianowicie „nazwisko, osoba” przeprowadzającego wywiad – Piotra Żyłki. Tak, jestem przyjacielem Piotra, więc można mi zarzucić nieobiektywność, jednak problem jest na tyle uniwersalny w naszym kościelnym grajdołku, że o nim powiem.

Bardzo często deprecjonujemy w Kościele różne działania, choćby ten wywiad z Siostrami, tylko dlatego, że nie odpowiadają nam nazwiska. Sam tego doświadczam, słysząc często, że jestem „kontrowersyjny”, za każdym razem, kiedy pytam, co to znaczy, nie uzyskuje odpowiedzi, która mogłaby być wyczerpująca. 

Dla Panów, którzy wypowiadają się w tej dyskusji nazwisko „Żyłka”, wystarczy, by wyśmiać coś, co jest owocem trzech lat pracy wielu osób. Rzecz w tym, że póki co nikt inny nie postawił tych pytań, które stawiają Piotr i drugi pytający – Łukasz Wojtusik. I nikt nie odpowiedział tak jak Siostry z Broniszewic. 

Już to pisałem w innym miejscu. Siostry z Broniszewic wystawiły swoje twarze, nie z miłości do swego ego, ale z miłości do Chłopaków, którymi nikt inny nie chciał się zająć. By stworzyć zostawionym przez społeczeństwo młodym mężczyznom DOM, nie ośrodek wychowawczy, ale DOM, wystawiły się na pośmiewisko tym, którzy wszystko „wiedzą lepiej”. Właśnie dlatego, że te odważne kobiety to zrobiły będę ich bronił. Kolejny raz mężczyźni Kościoła krytykują kobiety za to, że wykazały się odwagą. Oczywiście my – mężczyźni – możemy się modlić o „ducha męstwa”, kiedy one – kobiety, po prostu robią odważne dobro, wystawiając się na pośmiewisko tych, którzy czują się zagrożeni tylko tym, że kobiety otworzyły usta i mówią.