Zaznacz stronę

Ten dzisiejszy tekst, może być w odbiorze bardzo srogi. Wprawdzie Jezus mówi, że przyszedł dać życie wszystkim, ale dodaje, że wszystko zależy od człowieka. Klasyczna teologia powie o wolnej woli człowieka, który może Boga odrzucić. I jeśli człowiek odrzuci Boga, to idzie do piekła, a Bóg jest czysty, bo przecież to wybór człowieka. Bardzo to jest ludzkie myślenie.

Moja nadzieja jest w tym, że, owszem człowiek – jako niedoskonały – może powiedzieć Bogu nie, ale tylko dlatego, że nie zna Boga. Zna tylko jakiś obraz, który pokazali mu inni. Bardzo często przefiltrowany przez nich, zmanipulowany przez ich doświadczenie. I wcale nie w złej woli. Wierzę, że ostatecznie, kiedy człowiek stanie przed Bogiem, i zobaczy Go twarzą w twarz, nie będzie wstanie się oprzeć tej urzekającej miłości. Wtedy powie swoje tak. Nawet jeśli wcześniej mówił nie.

Wierzę w Boga, który nie zostawi żadnego swojego dziecka i da każdemu tyle czasu ile będzie potrzebował, by przekonał się do miłości. Wierzę w Boga, który nie byłby miłością, gdyby, któreś z Jego dzieci nie mogło w tę miłość na zawsze się włączyć. Wiem, że ludzkie myślenie – z natury – jest ograniczone i wielu rzeczy nie jesteśmy sobie nawet wyobrazić. Jednak, skoro ja – ograniczony człowiek jestem w stanie dopuścić w sobie nadzieję dla każdego dziecka Ojca, to wierzę, że On tym bardziej.

Nie, to nie jest zachęta do robienia wszelkiego zła, bo później i tak nie pójdzie się do piekła. To kolejna ludzka odsłona prostackiego myślenia, bez wyobraźni. Zło, które człowiek robi, w świetle Bożej miłości – to moja myśl – jest kosmicznym dramatem, którego człowiek nie rozumie do końca. Raczej ma przebłyski, ale nie trzeźwość umysłu. Dramatem, w którym Bóg nie stoi jak obserwator – z boku, i ocenia człowieka, jak w jakiejś grze. Jest uczestnikiem, najbardziej czynnym tego wydarzenia, bo umiera na krzyżu. A to nie jest byle co.