Zaznacz stronę

Co roku jest to samo.

W sylwestrową noc, jak co roku, dzięki transmisji w tv, każdy z nas mógł oglądnąć piękne „świecidełka” z różnych miast Polski. Przez wiele dni budowano ogromne sceny na placach, obok stawiano maszty z oświetleniem i nagłośnieniem. Przed Sylwestrem, gdybyśmy mieli możliwość zobaczenia ich w realu, większość z nas pomyślałaby, że „to coś” jest strasznie brzydkie. W Sylwestra wieczorem, kiedy były już uruchomione i rozpoczęły się transmisje, nie wyglądały już tak strasznie. Magia świateł, dźwięku, dymu i różnego rodzaju efektów sprawiły, że ten brzydki moloch z paskudnym zapleczem nabrał innego wymiaru.

Wczoraj rano niewielu uczestników (tych z plenerowych imprez, jak i tych sprzed tv) mogło/było w stanie/ zobaczyć cały syf pozostały po „świetnej zabawie”. Powybijane szyby, tony butelek, potłuczonego szkła, rzygowiny, śmieci, czarna maź na ulicach, z której wyczyszczeniem borykali się ludzie, którzy zarabiają grosze. Skojarzyło się mi to z tym, jak bardzo wielu z nas w swoim życiu udaje. Zapalamy reflektory, stroboskopy, przyklejamy dekoracje i udajemy „świetną zabawę w życie”. Przychodzi jednak poranek i widzisz kobiety śpiące na ulicy wśród butelek po wódce. A sceny, te same, które czarowały miliony przez jedną noc, znów są koszmarem, jeszcze większym, bo zużytym.

Do Jana z Jerozolimy przychodzi delegacja z pytaniem o to, kim jest. Musiały dojść do stolicy głosy o tym dziwnym człowieku. Jan dla swoich ziomków był „kimś”, od samego początku był inny. Narodził się w cudownych okolicznościach, potem całe życie spędził na pustyni, gdzie prowadził bardzo surowy tryb życia. W końcu, kiedy pojawia się w przestrzeni publicznej, jest kimś, przed kim czuje się respekt. Jest głosem. Okazał się kimś, kto od początku do końca był autentyczny i żył naprawdę. Robił wielkie rzeczy, nie na pokaz, ale dlatego, że znał „swoje miejsce”. Nie wskakiwał w „buty” Mesjasza. Jan żył bez aktorstwa i pozerstwa. Płacił za to cenę samotności, choć tak naprawdę każdy z nas jest przez nią konfrontowany. Jego zwycięstwo wzięło się z tego, że nie udawał, iż jej nie ma. Nie zapalał wielkiej sceny.

Żyj naprawdę, tak by po „imprezie” nie okazało się, że to tylko wielka ściema była, która ostatecznie śmierdzi i fatalnie wygląda. Nie ma nic gorszego niż widok pijanej na wpół rozebranej kobiety wśród butelek na ulicy i faceta rzygającego pod sklepem.

SŁOWO