Zaznacz stronę

Znalazłem swoje stare kazanie sprzed dwóch lat, wygłoszone w Dublinie. Może takie spojrzenie komuś pomoże.

Wiele razy pytano o. Jana Górę OP, o to ile jest Matek Boskich. A on zawsze odpowiada cierpliwie, że jest jedna jedyna, ale jak to kobieta – z różnymi fryzurami i strojami na różne okoliczności, oraz że specjalizuje się w wielu dziedzinach: jedna pomaga karmiącym matkom, inna – ludziom samotnym i chorym. Najważniejsze, aby wciąż mieć Ją blisko.

Maryja, jako ktoś ważniejszy od Jezusa?

Taki wrażenie można odnieść po przeczytaniu Ewangelii dzisiejszej. Ona – kobieta zaradna, w momencie weselnej draki, reaguje bardzo praktycznie i jakby Jezusa odstawia na drugi plan.

Jednak to jest dość wątpliwa interpretacja. Ona sama w rzeczywistości nie robi nic prócz tego, że mówi zróbcie co On wam powie. Oczywistość, znamy to przecież.

Dobra rada dla nas, kiedy chcemy być chrześcijanami, tzn. chcemy pokazywać innym Jezusa, pamiętajmy o banalnej prawdzie, że to nie my zbawiamy ten świat, to On go zbawił.

Pierwszy znak, który zrobił Jezus nie był widowiskowy. Właściwie został dokonany w ukryciu, nie wyszedł z cienia, nie zwołał wielkiej widowni. Grupa ludzi, która zorientowała się czego dokonał była minimalna. Najbardziej zainteresowani efektem Jego działalności pojęcia nie mieli komu zawdzięczają nadzwyczajną dostawę wina. Czy to umniejszyło chwałę Boga, która się w tym znaku objawiła? Ani trochę.

Bóg często działa w ukryciu. Czasami z dużym opóźnieniem odkrywamy Jego ingerencję w nasze życie. A bywa, że w ogóle jej nie zauważamy. Przekonani o własnej mądrości i zapobiegliwości, nie zdajemy sobie sprawy, że Jego ingerencja była potrzebna. Tak, jak organizatorzy wesela w Kanie Galilejskiej.

Oddając cześć Maryi nie zapominajmy, że to Ona jest w cieniu Jezusa, a nie odwrotnie. Nawet jeżeli wydaje się, że to Chrystus znalazł się w cieniu swej Matki, to On zawsze jest „postacią pierwszoplanową”. Nic dziwnego, że teolodzy denerwują się, widząc w sprzedaży znane obrazy Maryi z Jezusem, z których „wycięto” Jej Syna.

I jeszcze jedna ważna sprawa.

Jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.

Przyjąć to możemy na dwa sposoby. Jak oklepaną prawdę powtarzaną przez księży od dawana, albo jako NOWOŚĆ.

Bóg nie jest jakąś pobożna fikcją, jest Osobą, która Cię szalenie kocha. Bóg jest kimś, kto jest Twoim Abbą. Jeśli miałeś strasznego ojca, to On jest milion razy inny. Jeśli masz najlepszego Tatę na świecie, to On jest dwa miliony razy lepszy od niego.

Nie jesteś niewolnikiem, nie jesteś kimś, kto musi chodzić z głową opuszczoną jesteś dziedzicem Boga, wszystko jest Twoje. Nie jesteś jakimś nędzarzem, ale bogaczem. Masz godność, bez względu na Twoje grzechy wielkie czy małe, czy coś z tego naszego Boga pojmujesz, czy nie. Jesteś KIMŚ, TY właśnie, jesteś najważniejszą osobą na tym świecie. NIE BÓJ się.

Mówię o tym, bo przecież nieustannie gubimy gdzieś tę podstawową prawdę o nas. Sami ją gubimy, ale zły duch też nam ją wykrada.

Bo zobaczcie jakimi komunikatami się karmimy na co dzień? Najpierw te nasze wewnętrzne głosy. Jesteś do niczego matką, żoną, jako ojciec nie dajesz oparcia, twoja żona już cię nie kocha. Kiedyś byłeś dobrym księdzem, a dziś? A potem dochodzą głosy z zewnątrz. Bardzo podobne do tych wewnętrznych. Czasem bardziej bolesne, kiedy padają z ust osób, które kochamy.

Niby jesteśmy wolni, niby czujemy, że Jego dziećmi, a ciągle wciskani jesteśmy w różne schematy, ramki pod tytułem musisz, wypada, zawsze tak było.

Dlatego trzeba nam ten tekst wyryć na blachę i sobie go przypominać. Jesteś synem, jesteś córką. I jesteś wolny!

Maryja postępuje dziś niestandardowo – wychodzi przed szereg. Pcha się przed Jezusa, jest bezczelna. Ale nie bezczelna w sposób chamski. Bezczelna bo wie kim jest. Jest córką Boga. Czuje się wolna. Nie daje się zamknąć w schemacie, że nie powinna się odzywać. Reaguje na potrzebę chwili, bo się nie boi.

Pozwól sobie na wolność. W postrzeganiu Boga, siebie i innych. Jakie to jest ryzykowane, mówię Wam…