Zaznacz stronę

Proponuję mały eksperyment na końcówce Adwentu. Wyobraźmy sobie, że dziś będzie koniec świata.
 Spróbujmy jeden dzień przeżyć w takim klimacie. Przecież adwent do tego nas budzi – do tęsknoty za przyjściem Jezusa.

Więc, co dziś zrobisz? Może idź do kawiarni, do kina, wyjmij pieniądze z konta i pojedź na wycieczkę. Zaproś żonę do opery, kup mężowi kwiatka. A może czas zobaczyć film z kumplem?
 Przeżyć ten dzień, jako ostatni, to znaczy, że nie będzie już Bożego Narodzenia. Wszystko, co kupiłeś, zrobiłeś pochłonie ziemia. A ty? Jutro będziesz w tym, w czym od początku chcesz być. Już jutro zacznie się Nowe Życie. Już jutro spełnią się wszystkie twoje marzenia. Już jutro staniesz przed Bogiem – face to face. A może nie? Może jutro okaże się, że zwalczani tak mocno ateiści – mieli rację?

Zwiastowanie w ostatni dzień? Dla Niej to też było jak koniec świata.
 Ta Ewangelia wcale nie jest o tym, jak to pięknie jest godzić się na niezrozumiałą wolę Bożą, tak jak to zrobiła Maryja. 
Ewangelia nie może być dla nas łechtaniem naszych emocji, po czym, po chwili wzruszenia wracamy do naszego starego świata. Nie ma już starego świata. Jest coś innego.

Zachowujemy się często jak rozkapryszone dzieci – Bóg przychodzi i mówi: proś o znak, a więc o coś, co pokaże ci jak jestem ci bliski. A my mówimy, że nie chcę znaku, bo może się okazać, że jesteś za blisko mojego życia. Ja wolę stary schemat: spowiedź z braku paciorka i zjedzonych 20 gramów szyneczki w piątek.
Tylko, że brak paciorka i 20 gramów szynki to nie jest relacja z Bogiem Żywym. To jest relacja z prawem. Częściej mamy więź z prawem religijnym niż z Żywym Bogiem.
Gdyby Maryja, Józef, Jan Chrzciciel, mieli więź z prawem religijnym, a nie z Bogiem to nie byłoby Wcielenia. To byli ludzie szaleństwa i ryzyka. Podstawowego ryzyka osobistej więzi z Bogiem. Tylko to dało im siłę do wejścia w ryzykowne przedsięwzięcie.

Żebyśmy tych świąt nie skończyli na dobrym karpiu i kolorowej choince, trzeba naprawdę uwierzyć, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Że Bóg może wyprowadzić wielkie rzeczy z sytuacji podbramkowych, po ludzku niemożliwych do rozwiązania. Tak naprawdę nie ma takich. Czasem rozwiązanie jest inne niż byśmy chcieli, ale to inna kwestia.
 Prośmy Boga o znak, czyli o coś, co sprawi, że naprawdę będzie Bogiem z nami, a nie obok naszego życia. Ważny nie jest brak paciorka, ale problemem jest brak poważnej i prawdziwej z Nim rozmowy. Szczerej o tym, co naprawdę przeżywasz, czujesz i kim jesteś. Wtedy po świętach nie będziesz sfrustrowany, że nie było, tak jak chciałeś.
 Niech dzisiejszy dzień, który proponuję przeżyć jako ostatni będzie dniem Spotkania.

SŁOWO