Zaznacz stronę

W Kościele poświęcamy dużo czasu, uwagi i środków na to, by wymyślać  oraz to nowe akcje, których celem jest pokazanie, że jesteśmy atrakcyjni. Nazywamy to często ewangelizacją. Mamy więc: koncerty ewangelizacyjne, pikniki ewangelizacyjne, zabawy, spotkania i rekolekcje ewangelizacyjne. Bardzo chcemy by nas było dużo, stąd wymyślamy nowe komisje, których zadaniem jest wymyślanie nowych eventów. Czasem, kiedy przeglądam ofertę tego, co jest proponowane na rynku możliwości, to mam wrażenie, że Kościół stał się platformą, na której spotkali się wszelkiego rodzaju aktywiści, którzy konkurują między sobą. Prześcigają się w tym, kto więcej ludzi ściągnie do siebie. 

Czym dłużej jestem w Kościele, czym bardziej staję się jego częścią, mam nieodparte przekonanie, że więcej energii powinnismy poświęcać nie temu „co zrobić”, ale temu „czego nie robić”. Może warto byśmy – szczególnie w małych miejscowościach – zamiast plotkować o tym, kto i co ubrał na niedzielną Eucharystię, uśmiechnęli się do drugiego. Szczerze się uśmiechnęli. Może warto nie nagrywać filmu o tym, że tatuaż doprowadza do niepłodności. Nie, robiąc tatuaż nie staniesz się automatycznie bezpłodny. Życie jest bardziej skomplikowane. Może warto, zanim komuś nie udzieli się rozgrzeszenia, wsłuchać się w historię konkretnego człowieka, nie casus. Może warto, będąc wierzącym politykiem, nie obrażać ludzi chorych. Może warto pójść do chorego, nawet jeśli to nie jest ustalony termin odwiedzin w parafii.

Trzeba nam bardziej pokazać normalność Ewangelii, tego, że ona nie jest kolejną konkurencją dla siłaczy i miejscem dowartościowania się w swoich kompleksach, ale sposobem na życie, w którym odkrywa się Miłość. A Miłość, jak to lubimy mówić: nie szuka swego, nie unosi się pychą, nie szuka poklasku, wpółweseli się z prawdą, nie unosi się gniewem (por. 1 Kor 13). Ewangelia, a za nią Kościół nie może być szpikulcem, którym kłujemy innych, by im „pokazać prawdę”, ale ma być uczeniem się sposobu bycia w relacji z Bogiem. On stworzył każdego z nas inaczej, z innymi zdolnościami, charakterami, kontekstami, w których żyjemy. Wszystko w naszym życiu jest inne. Jedni urodzili się i zostali biskupami i księżmi, inni matkami, inni są samotni, a jeszcze inni odkryli w sobie inną orientację seksualną. Żyjemy w kraju, w którym w ramach jednego miasta znajdziemy ludzi, którzy niosą za sobą inna historię. Musimy to uwzględniać. Ba, kochać to!

Zanim zaczniesz robić dobro dla Kościoła, przestań czynić zło ludziom, do których chcesz skierować Dobre Słowo.