Zaznacz stronę

Dzisiejsza Ewangelia jest dla mnie świetnym obrazem naszej relacji z Panem Bogiem.

Maryja i Józef co roku chodzą do Jerozolimy. To jest tradycja, nawyk, pewien rytuał. Powtarzają co roku ten dobry zwyczaj, który jest ich wyrazem miłości i wiary w Boga. Też mamy takie swoje rytuały, każdy mógłby utworzyć swoją prywatną listę, która często będzie podobna do listy innych wyznawców Boga.

Cała akcja dzieje się w momencie, kiedy Jezus ma już dwanaście lat. To jest już kawałek czasu. W tamtych czasach tym bardziej. Zakładając, że Maryja urodziła Jezusa w wieku 15-16 lat, to niewiele mniej ma dziś Jezus niż Ona, kiedy stawała się matką. Przez dwanaście lat można się bardzo już do kogoś przyzwyczaić, żyć w przekonaniu, że zawsze był. Józef i Maryja też się już do Jezusa przyzwyczaili, zawsze był obok, był posłuszny, na zawołanie. I wcale nie mieli przecież złych intencji. Przyzwyczajamy się do obecności Jezusa, do tego, że jest zawsze, że jak my to mówimy: „Przyjdź” i On jest.

Przyszedł jednak moment, w którym Józef i Maryja mocno się zdziwili. Po prostu Go nie było. Zawsze był obok, a teraz Go nie ma. Nikomu się nie tłumacząc – odszedł. Przychodzi taki moment w życiu, w którym Bóg odchodzi, nie ma Go, choć zawsze był. Wpadamy wtedy w coś w rodzaju paniki lub szoku, bo cały poukładany świat wali się jak domek z kart. Trzeba wtedy wrócić. Oni musieli wrócić odcinek trzech dni. Czasem trzeba wrócić się o kilka lat, czasem to kwestia jednego grzechu.

W końcu Go znajdują, ale On nie wyprawia uczty, jak w przypowieści o zgubionej drachmie, nie ma w Nim wielkiego entuzjazmu, wręcz przeciwnie – jest zimno i wyrzut. Pojawia się pytanie, które sprawia ból: dlaczego mnie szukaliście?

I nic nie rozumieli. Znalezienie Boga na nowo nie gwarantuje ani zrozumienia sytuacji, ani spokoju. Bóg wraca do naszej codzienności, ale rana w sercu zostaje. Zostaje jako ślad tego, że życie z Nim jest prawdziwe, że On nie jest „narkotykiem”, który ma nas znieczulać, tłumaczyć trudy, ale jest Bogiem, który wchodzi w prawdziwą relację z nami.

Moje drogi nie są waszymi drogami.