Zaznacz stronę

786587115
SŁOWO
„Znów Pan przemówił tymi słowami”.
To znów nie jest wyrzutem, ale zachętą; Bóg chce i lubi do ciebie mówić.
Zachęca Achaza do proszenia o znak. To nie był pobożny król, on był młodym człowiekiem, który chciał sam zwyciężać. Odwrócił się do pogańskich bożków. Zamiast prosić Boga o pomoc, prosi o nią pogańskich władców. Bóg jednak, po raz kolejny, zwraca się do niego i mówi by wrócił. I tu zaczyna się problem. Król, mogłoby się wydawać, z pokory, nie chce prosić o znak, twierdzi, że nie będzie Boga wystawiał na próbę, a w rzeczywistości chce znów postawić na siebie. Pod płaszczykiem pokory mówi, że o znak nie będzie prosił.
Zobacz jak często pod płaszczykiem fałszywej pokory, tak naprawdę stawiasz na swoim. Mówisz, że nie ma co Boga mieszać w swoje małe sprawy. Często nawet święta próbujemy tak przeżywać, by Boga za bardzo w nie, nie mieszać. Owszem idziemy do kościoła, bo to taki klimat właśnie, miejsce do tego stworzone. Ale bez przesady, by szukać, Go na przykład w markecie, tam trzeba zawalczyć o swój pełny kosz. Ktoś powie: nie mów mi, że mam szukać Jezusa w zatłoczonym autobusie, w krzykliwych ludziach na rynku czy w sąsiedzie, który pije.
Bóg staje dziś przed nami i mówi, że mamy Go szukać właśnie w codziennym kontakcie z drugim człowiekiem. To samo usłyszał Achaz – „Oto Panna pocznie i porodzi Syna”. Oto Bóg stanie się jednym z was. Będzie Człowiekiem.
Jezus od samego początku tak mocno został wmieszany w nasze codzienne problemy, że mało kto wierzył w zapowiedź Anioła. Można powiedzieć, że przyszedł w skandalu obyczajowym. Jezus nie narodził się w tradycyjnej katolickiej rodzinie, która ładnie na zewnątrz wygląda, ale pojawił się w życiu kobiety, która nie miała prawa zajść w ciążę. Od samego początku wiązały się z Nim problemy. Nie zapominajmy o tym, może w kontekście tych osób, dla których święta są trudnym przeżyciem, dla których wtorkowy wieczór i kolejne dni będą swoistą męką. Męką samotności, męką spędzania ich z rodzicami którzy się kłócą, męką członków rodzin, w których jest alkohol.
Przychodzenie Boga związane jest bardzo często z komplikacją, Jego przyjście i obecność w naszym życiu, wcale nie musi się równać rozumieniu przez nas naszego życia i świata. Wręcz przeciwnie – Jego pojawienie się i przyjęcie Go, czyli zgoda na Niego w naszym życiu, wszystko może skomplikować. Może nawet doprowadzić na skraj tragedii, jak to było w życiu Maryi.
Bóg po to daje nam znak panny, która rodzi dziecko, byśmy wyszli z naszych schematów tego, jak powinno wyglądać życie innych. Byśmy nie byli ludźmi, którzy pod płaszczykiem fałszywej pobożności izolują się od „innych”, bo tamci nas gorszą.
Dziś także słyszymy: „Józefie, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło”. Taki właśnie jest Bóg. Wkracza w nasze życie i mówi, że to, co po ludzku wygląda beznadziejnie, a tak wyglądało poczęcie Jezusa jako dziecka nieślubnego, może być dziełem samego Boga. A więc, nie bój się patrzeć na rzeczywistość inaczej, niż na nią patrzy reszta. Nie bój się być innym.
Wejście Boga w naszą rzeczywistość – raz jeszcze podkreślam, taką jaka ona jest, ze wszystkimi trudnymi sprawami – sprawia, że Bóg jest Emanuelem – Bogiem z nami. Ten zwrot, patrząc choćby na życie Maryi i Józefa, nie oznacza magicznego działania Boga, który nagle zmienia rzeczywistość. Bóg z nami, to sposób patrzenia na swoje życie. Jeśli On jest ze mną, to wiele rzeczy beznadziejnych na pierwszy rzut oka, może okazać się sensownych. Cała historia Józefa i Maryi każe pamiętać o jeszcze jednej ważnej sprawie – o nie działaniu pochopnie, nie pod wpływem impulsów. Józef zgodnie z prawem mógł pozbyć się Maryi, mógł nawet doprowadzić do śmierci poczętego Jezusa, gdyby zrobił to, co każe obyczaj. Ale nie! Był otwarty na Boga, który przychodzi i mówi by się nie bał wejść w coś, co go przerasta.
„Nie bój się wziąć do siebie Maryi”, znaczy tyle, co nie bój się wyzwania życia, innego niż to, które sobie przy swoim zielonym stoliczku dumania wymyśliłeś.