Zaznacz stronę

W moim komputerze mam całe archiwum kazań z początków kapłaństwa. Wiele z nich jest opartych na obrazie: my (chrześcijanie) i oni (świat). Widzę jak łatwo nam księżom budować takie nauki, zrobić analizę tego jak źle jest w świecie, jak wiele zła i grzechów się rozlewa (każdy z nas znajdzie swoje przykłady), i na kanwie tego walnąć gadkę motywacyjną okraszoną Jezusem.

Coraz częściej słyszę o tym, że w ramach chrześcijaństwa trzeba mówić ludziom wprost o ich grzechach, bo przecież nie można patrzeć na zło bezczynnie. Warto sobie przypomnieć, że grzech dotyczy konkretnego człowieka i tylko w relacji indywidualnej można się za to zabierać. Właśnie dlatego spowiedź jest indywidualna.
Bardzo często, przynajmniej tu w przestrzeni wirtualnej, ludzie wklejają okropne estetycznie grafiki (jak choćby z półnagimi mężczyznami z jednej z parad gejowskich) i nazywają to przeciwdziałaniem grzechowi.

Warto się choć raz zastanowić, że może wokół nas jest jedna osoba, która mierzy się z homoseksualizmem i szuka wsparcia czy zrozumienia, właśnie w nas ludziach wiary. Dla wielu ludzi to ogromne cierpienie. I jaki komunikat dostaje taka osoba od nas? Jestem chrześcijaninem, uważam was – homoseksualistów za zło. Trzeba was zwalczać. Pewnie, że bycie świadectwem w cichości i codzienności nie jest tak spektakularne, jak wywalenie chorej grafiki na FB, bo przecież wtedy wszyscy widzą – jestem poprawny religijnie.

I znów liczy się tylko nasze „ja” i nasze poczucie bycie sprawiedliwym. Chcemy się zabrać za nawrócenie drugiego człowieka? Spoko, zacznijmy z nim rozmowę o tym, co w Nim jest śladem Boga, a nie od tego, że jest zły, bo tylko to przynosi życie, a nie śmierć. „Szukajcie dobra, a nie zła, abyście żyli, a Pan Bóg będzie z wami.” Am 5,14

Nie można mówić, że: „dożyliśmy strasznych czasów, albo, że czasy są złe”. Czas należy do Boga. Staram się już nie głosić takich kazań. Próbuję się ciągle przywoływać do porządku i opowiadać o Jezusie, który przychodzi z miłością do człowieka. Jednak motywacją przyjścia Jezusa nie jest mój grzech, ale Jego miłość do mnie. On nie stworzył nas, by sobie udowodnić jaki jest wspaniały, bo może nas – jako Bóg zbawić, ale stworzył nas z miłości.

Nie wiem, może to, co stoi za moją zmianą jest fakt, że zmieniło się moje podejście do grzechu mojego – osobistego. Już kiedyś o tym pisałem, że w pewien sposób poddałem się i wiem, że będę grzeszył do końca życia, że grzech będzie mi towarzyszył, że jest częścią mojego życia. Że zamiast ciągle się nakręcać tym, że muszę się go pozbyć za wszelką cenę, to mogę (i to działa) wykorzystać go do tego, by wołać za Zbawicielem. A skoro tak postępuję ze sobą, to nie mogę być innych wobec innych.

Nie bójmy się, że zły, zło, w nas krzyczą, że wydają się takie nie do pokonania, takie silne, przy naszej słabości. Okazuje się w Ewangelii, że kiedy Jezus złego wyrzucił, nic temu człowiekowi się nie stało. Dużo krzyku i nic więcej. Nie bójmy się. Róbmy swoje, odważnie i bez fałszywej pokory i pobożności. Reszta pójdzie do przodu.