Zaznacz stronę

Siedem lat temu byłem w Jerozolimie. Jednym z miejsc, które bardzo chciałem zobaczyć był grób Jezusa. Stanąłem w bardzo długiej kolejce, by choć na chwilę móc być w środku. Kiedy byłem prawie przy wejściu uświadomiłem sobie, że nie ma po co wchodzić do środka, bo „nie ma Go tu”. Uświadomiłem sobie, że ten grób to ostatnie miejsce, w którym mogę spotkać Pana. Nie wszedłem. Dziwnie się ludzie na mnie patrzyli, ale ja wiedziałem, że nie chcę już tam wchodzić, bo pusty grób nie jest dowodem na zmartwychwstanie. 

Wczoraj po południu, kiedy Pan Marian skończył sadzić kwiatki przy naszym grobie, stałem tam chwilę i nagle podeszła pewna kobieta, przeżegnała się i modliła się w tej ciemnej wnęce. Tymczasem dziesięć metrów dalej był żywy Pan Jezus w Chlebie. Często wolimy kontemplować groby, ciemne miejsca, stać godzinami w kolejkach by dotknąć śmierci niż cieszyć się życiem, które jest takie delikatne. 

W fragmencie, który czytaliśmy, z Ewangelii Łukasza, nie ma entuzjazmu. Jest mowa o bezradności, przestraszeniu, o braku pamięci, niedowierzaniu i zdziwieniu. Na miły Bóg, czy to nie jest obraz naszego życia? Przyszliśmy na Liturgię Paschalną, pełni bożego napięcia, że czegoś doświadczymy, minęła godzina i nic. 

Łukasz mówi, że pierwszą reakcją Jedenastu, w tym Piotra na wiadomość o zmartwychwstaniu były wątpliwości, apostołowie ocenili kobiety krótkim: to jest czcza gadanina. On umarł, widzieliśmy to, zaprałem się Go. Nie ma Go, a one oszalały. Piotr pamiętał to, co kilkadziesiąt godzin wcześniej mówił o Jezusie -> nie znam tego człowieka. To jest nasze doświadczenie: nie znam tej kobiety, nie znam tego mężczyzny, nie znam tego dziecka, nie znam tego parafianina, współbrataCo z tego, że z tymi ludźmi spędziłem tyle lat, dziś przyznanie się do nich jest zbyt niebezpieczne.

A jednak Piotr, po tym jak wykpił kobiety, pobiegł do grobu. W tym zrozpaczonym sercu była jakaś nadzieja albo może nie tyle nadzieja, co ostatnia deska ratunku przed popadnięciem w obłęd. Nieistotne co to było, ważne, że nie został w swoim świecie czarnych myśli, świecie przegranego, świecie grobu.

A kobiety? Przecież one szły namaścić ciało nieżywego człowieka, którego nazywały sowim Panem. One wracały do traumatycznego wydarzenia, musiały mieć w sobie niesamowity ból, bo straciły kogoś, kogo bardzo kochały, albo co było ważniejsze, kto pokazał im, że one są kochane i ważne. To, co usłyszały kobiety jest szalenie ważne dla nas. Aniołowie odsyłają je do pamięci, do tego, co już usłyszały wcześniej. Też dziś odświeżaliśmy pamięć, od stworzenia świata, poprzez opowieść o tym, jak Bóg ratuje swój lud, poprzez wyznawaną nam darmową miłość Boga, aż do zmartwychwstania. 

Argumentem za zmartwychwstaniem nie jest pusty grób, ale słowo Boga, który zapowiedział i wykonał. Do wszystkich historii, które usłyszeliśmy dziś, musimy dopisać jeszcze jedną: naszą, osobistą i naszej wspólnoty – Kościoła. Cała nasza życiowa historia jest o tym jak bardzo nas Bóg ukochał. Tak, wiem, każdy z nas ma swoją listę cierpienia. Jezus też ją miał. Jednak nie cierpienie jest najważniejsze, to nie cierpienie nas zbawiło, ale miłość. Miłość pozwoliła Mu pokonać śmierć i cierpienie. To z miłości zostaliśmy stworzeni i dzięki miłości mamy życie. To, dlatego dziś wspominamy chrzest, który jest wejściem w świadome życie Kościoła.

Wczorajszy wieczór, Wielki Piątek, pokazał nam najbardziej dobitnie jak tylko można, że jesteśmy dla Pana najcenniejsi. Nie tylko powiedział nam o tym w ładnej przypowieści o owieczce, ale przelał swoją Krew. Umarł, byśmy się przekonali, że Miłość Boga nie jest tanim, darmowym pocieszeniem, ale jest najdroższą kwestią naszego życia. 

Kiedy aniołowie uświadamiają kobietom, że mają poszperać w swojej pamięci, równocześnie kierują ich uwagę na żywych. Mają wrócić i poszukać Pana wśród żywych. 

Proszę Was, by nikomu, po tej liturgii nie przyszło do głowy modlić się przed naszym prostym grobem. Niech nikt tam już nie zagląda. Tam nie ma Jezusa. Tam jest tylko trawa, kwiatki i pełno płócien. Jezusa spotkamy tylko w żywym człowieku, tam, gdzie jest realne życie. Dlatego dziś po komunii wrócimy do tego grobu z Jezusem, by z Nim wyjść na zewnątrz. By ludzie usłyszeli, że Jezus żyje. 

Na nic nam wiara, która prowadzi nas nieustannie do kontemplowania cierpienia i śmierci. Świat, w którym żyjemy nie potrzebuje naszego mówienia o tym, że jest zły i grzeszny. Świat, czyli ludzie. 

Świat, czyli ludzie, potrzebuje orędzia o Zmartwychwstaniu Pana Jezusa. Proszę Was jako Wasz proboszcz, jeju – nigdy tak nie mówiłem, nie kontemplujcie grobu i cierpienia. Proszę Was, zanieśmy ludziom orędzie, że pomimo własnej słabości i doznanego cierpienia, a nawet śmierci części w nas, jest nadzieja. 

Jednak zanim kobiety, Piotr i reszta wyruszyli z tą wieścią, musieli zmienić myślenie, musieli dopuścić do swojej woli fakt, że nie mogą myśleć po staremu, że mają obwieścić coś, co jest inne niż znali do tej pory. Do tej pory znali cierpienie, smutek i śmierć, teraz znają Życie. 

Nie stójmy nad pustym, śmierdzącym grobem, wyjdźmy z orędziem, że Pan Zmartwychwstał. Znamy siebie, swoją historię i historię wielu ludzi, wiemy, że bardzo potrzebujemy tego orędzia, by przeżyć.