Zaznacz stronę

Rzecz jest tego typu, że to oni chcieli pójść za Jezusem, nie On ich powołał. Chłopaki mieli dobre pragnienie, chcieli swoje życie związać z Jezusem. I to „gdziekolwiek pójdzie”, a więc to pragnienie było naprawdę silne. A jednak problem zaczął się w momencie, w którym okazało się, że owszem chcą to zrobić, ale na swoich warunkach.

To bardzo podobna sytuacja do naszej. Przecież my jesteśmy ludźmi wielkich pragnień, my naprawdę chcemy robić wielkie rzeczy dla Boga, spalać się dla Niego, iść za Nim. Jednak Bóg prześwietlając nasze serce widzi, że my chcemy zjeść ciastko i mieć ciastko. Widzi w nas te pokłady lęku o siebie, swoją przyszłość, relacje, reputację, które doprowadzają nas do usprawiedliwiania się w momencie, kiedy chcemy się wycofać.

Cwani jesteśmy, bo usprawiedliwiamy się sprawami, które same w sobie są dobre. Pogrzeb ojca, relacje z bliskimi. W momencie, w którym trzeba zgodzić się na życie, w którym nie wiemy, co będzie dalej, wyciągamy takie logiczne i dobre argumenty, by nie pójść dalej.

Ktoś, kto tak myśli, decyduje i czyni, „nie nadaje się do Królestwa Bożego”. Nie dlatego, że zostanie ukarany, nie dlatego, że jest zły. Nie nadaje się, bo królestwo Boga jest miejscem dla gwałtowników, dla tych, którzy nie chcą żyć w ciepełku spraw tego świata. Owszem, mają być w małżeństwach, zakonach, w swojej misji, ale ciągle patrząc w przód, nie na to, że jest mi teraz dobrze. Gwałtownik to nie ten, kto niszczy dobro, ale ten, kto to dobro widzi w perspektywie Boga, nie swojego komfortu i poczucia bezpieczeństwa. Dlatego czasem robi rzeczy, które innych gorszą. A to nie pożegna się z bliskimi, a to nie pojawi sie na imprezie, na której wypada być (pogrzeb), po prostu widzi Cel, a środki dostosowuje. Nie na odwrót.

SŁOWO