Zaznacz stronę

SŁOWO

Warto zauważyć adresatów dzisiejszej Ewangelii, Jezus mówił: „do swoich uczniów”. Nie mówi tego tekstu jako instruktażu dla całego świata, nie mówi go jako tekstu, którym należy walczyć z przeciwnikami, ale mówi do swoich uczniów. Jest bardzo radykalny wobec swoich uczniów, a więc wobec mnie.

Nie rozdzielałbym zgorszenia od przebaczenia. Zgorszyć kogoś to uczynić go „gorszym” niż był. To sprawić, że coś w tym człowieku się psuje. To doprowadzić go do stanu, w którym pojawia się w nim gniew na mnie. Trudną jest rzeczą, z jednej strony tak żyć, by nie budzić w nikim gniewu, a z drugiej umieć stawiać mądre granice, jak również umieć oddzielić uczucia (w drugim), które są rzeczywiście moją winą, od tych, za które nie mogę brać odpowiedzialności.To wymaga jakiegoś nieustannego badania swojego serca, swoich intencji.

Przebaczenie jest potrzebne temu, kto ma w stosunku do drugiego coś. Jeśli ktoś mi uczynił krzywdę, to najpierw ja potrzebuję mu przebaczyć. Jezus zaczyna od takiego niewinnego zdania: uważajcie na siebie. Muszę przebaczać za każdym razem, bo każdorazowe nieprzebaczenie mnie zabija, mnie czyni gorszym, mi odbiera zdolność kochania. To nie mój winowajca potrzebuje przebaczenia (choć i jemu jest potrzebne, by mógł pójść dalej), ale najpierw mi jest ono potrzebne, bym mógł czynić dobro, bym mógł dostrzec, że we mnie jest wiara, która mnie uzdalnia do innego patrzenia, dostrzegania cudów, które się dzieją. A przede wszystkim do zobaczenia, że Bóg działa we mnie i przeze mnie. I do tego jeszcze, o czym pisałem wyżej – do szczerości wobec intencji swojego działania.