Zaznacz stronę

Eucharystia ma swoje korzenie i mocno nawiązuje do Paschy Żydów. Pamiętacie, zanim wyszli z Egiptu, mieli zjeść szybki posiłek. Baranka, chleb niekwaszony i gorzkie zioła. 

Ostatnia wieczerza, to pierwsza Eucharystia. Później nazywano to łamaniem chleba. Ostatnia wieczerza też była jakby w biegu, jakby niedokończona. Jeden i drugi obraz przypomina nam, że jesteśmy w drodze. 

Kolejne wieki przyniosły zmianę. Eucharystia stawała się coraz bardziej rozbudowanym obrzędem. Przestawała być posiłkiem na drogę. Z jednej strony potrzebujemy obrzędów, one nam mają pomagać, a z drugiej – dla wielu – stały się celem samym w sobie, prawie tak ważne jak Bóg. 

Tymczasem Eucharystia jako szybka Pascha, jako łamanie chleba, pokazuje nam Boga zatroskanego o człowieka – idziecie w drogę, weźcie zjedzcie. Szanujcie swoją fizyczność, swoje człowieczeństwo i jedzcie. 

Mówimy o „obowiązku niedzielnej Eucharystii”. A gdzie pytanie o relację, o miłość?

No i komunia – moment przyjęcia Ciała. Zobaczcie, On przyjmuje nasze – ludzkie – ciało, my później przyjmujemy Jego Ciało. To samo, łamiemy ten sam chleb, jesteśmy w komunii z Nim i sobą. Dlatego w Opolu, podczas I komunii, dzieci przyjmowały Pana Jezusa w kręgu, żeby też zewnętrznie uświadomić sobie to, że jesteśmy nakarmieni jednym i tym samym chlebem.