Zaznacz stronę

Wszyscy mamy złamane serca. Wszyscy jesteśmy jakoś pokaleczeni. Każdy może powiedzieć, że czasem lub już całkowicie: mam dość.

Prorok Izajasz zapowiadając Mesjasza, nie miał na myśli jakiejś przenośni. Jego zapowiedź dotyczy Boga, który przyjdzie w postaci człowieka i będzie chciał wejść w nasze życie, będzie chciał stać się Bogiem z nami. Właśnie w tym wszystkim, co nas połamało, co jest dla nas źródłem mówienia, że mamy dość. Co to znaczy, że można mieć serce połamane? To są wszystkie te rejony w naszym życiu, gdzie ktoś: my sami, inni lub tzw. życie, dało nam w kość. Przyznajmy się do tego. Zobaczmy, że mamy takie miejsca. Zobaczyć, przyznać się do tego, to dużo, ale wciąż za mało. Tym, co jest Dobrą Nowiną dla nas, na dziś jest zaproszenie Boga Cię do wędrówki, albo raczej do oczekiwania na przyjście Mesjasza, czyli Wyzwoliciela. Zaprasza nas do czuwania.

Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy Pan przyjdzie. Większość ludzi, większość chrześcijan, katolików, kiedy słyszy takie zdanie, włącza w swoim myśleniu alarm: znów mnie straszą. Nie! Chcę to powiedzieć z całą stanowczością, nie! Bóg nas dziś nie straszy, żebyśmy się spodziewali śmierci, sądu, rozliczenia, żebyśmy żyli w strachu. On nas zaprasza do uważności. Tu i teraz. Ile spraw, myśli, dobra, uśmiechu umyka naszej świadomości?

Adwent nie jest czasem, kiedy mamy się umartwiać i smucić, bo śmierć może nas zaskoczyć. Nic z tych rzeczy! Bóg, w tym czasie chce nam powiedzieć: otwórz oczy, czuwaj, czyli żyj uważnie. Byśmy chcieli, potrafili dostrzegać cały ogrom dobra, który w naszym życiu jest obecny. A jest! Pan dał nam całe swoje bogactwo, byśmy nim zarządzali, a więc nie zaprasza nas do strachliwego drżenia, ale do roboty. Więcej, do współ-odpowiedzialności za to, co Jego. Bóg nie chce robić z nas marionetek, które trzeba zaprogramować, wyręczyć, pozbawić myślenia.

Uczynić kogoś odpowiedzialnym, to nic innego jak pozwolić mu myśleć i decydować, ale nie zaglądając mu ciągle przez ramię. Dać komuś odpowiedzialność, to mu zaufać. Pan ostrzega, by czuwać, bo nie wiadomo kiedy wróci. A cóż to znaczy? To znaczy, że trzeba nam otworzyć oczy i reagować. To nie ma być tylko bierne pilnowanie posiadłości, ale twórcze reagowanie na sytuacje. Dlaczego? Bo nie wiemy kiedy On przychodzi. A przychodzi w bardzo prozaicznych sytuacjach i osobach, na co dzień. To się w codzienności przekłada na konkrety – tak żyj, tak się z ludźmi spotykaj, jakby cały czas o Niego chodziło.

Zapraszając nas do bycia gospodarzami, Bóg zmusza nas niejako do zrzucenia z siebie dwu ubranek: lenistwa i pseudo-pokory. Ta pseudo-pokora to, coś co pozwala nam zamknąć się w prostym schemacie, przestrzegania tylko dolnych granic – minimum moralności. Trochę jak niewolnik, który wie, co mu wolno, by nie rozzłościć swego Pana. Tylko, że Bogu taka rola nie odpowiada, rola Pana, który lubi mieć święty spokój ze swoimi poddanymi. On świętego spokoju nie cierpi. Przez dzisiejsze teksty nasz Bóg nie chce nas straszyć, ostrzegać, ale ośmielić. Jak starszy przyjaciel, który więcej już przeżył i chce byśmy mieli frajdę z samodzielnego przejścia przez wiele doświadczeń.

W Nim to bowiem zostaliście wzbogaceni we wszystko (…) tak iż nie brakuje wam żadnego daru łaski. On też będzie umacniał was aż do końca. Czy to są tylko sloganowe życzenia na święta? Pobożne kawałki, których celem jest tylko chwilowe pocieszenie smutnych, naiwnych? Nie, naprawdę dajemy się ciągle oszukiwać złemu, że nic nie mamy, że jesteśmy biedni, że jesteśmy sami, że musimy zasługiwać. Ile razy, w ciągu tygodnia utożsamiamy naszą osobę z taką, czy inną porażką? Ile razy, w ciągu ostatniego tygodnia daliśmy się nabrać na starą śpiewkę o naszej beznadziejności? Ile z was, drogie Panie, w tym tygodniu pomyślało jestem warta tyle, co mój wygląd? Ilu z nas drodzy Panowie pomyślało jestem wart tyle, ile mój sukces, wynik?

Tymczasem naprawdę jesteśmy bardzo bogaci i pełni we wszystkim. Dlaczego tak łatwo przychodzi nam powiedzieć dzieciom, ludziom z którymi rozmawiamy, którym pomagamy: twoja wartość nie jest w tym, co masz, co ci się udało, co jest twoim sukcesem, ona jest w tobie jako człowieku, kobiecie i mężczyźnie. Masz w sobie piękno jedyne i niepowtarzalne, piękno, którego nie trzeba poprawiać i kupować. Tymczasem jak mamy sami sobie to powiedzieć, to nie potrafimy… I to jest właśnie największe zwycięstwo złego. Powolne zabijanie w nas tego, co jest prawdą o nas. Że jesteśmy – mówiąc brzydko – kompletni, a nie wybrakowani.

I ostatnia sprawa. On nas będzie umacniał do końca. Jednak to nie jest wykonywanie roboty za nas, a zaproszenie nas do współ-pracy. Do czuwania właśnie, do nasłuchiwania i budowania. Na takiego Pana czekamy, nie innego. Inny jest tylko złym aniołem przebranym za dobrego.

dodatek:
Wielu z nas na ADWENT podejmuje „dobre zobowiązania.” W I czytaniu, słyszymy takie zdanie: My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. Ta szmata (według jednej z hipotez), to współczesna podpaska. Służyła kobietom w dniach okresu, a więc była przedmiotem bardzo nieczystym  w sensie rytualnym. W oczach Pana, nasze czyny, również te dobre, tyle właśnie znaczą. Taki przedmiot jest odrzucony, trzeba go spalić.  Mocny obraz.

SŁOWO