Zaznacz stronę

Jezus – mistrz stawiania do pionu.

„Jezu, jakie myśmy rzeczy robili, wyrzucaliśmy złe duchy, uzdrawialiśmy, napisałem świetną książkę, uratowałem dzisiaj komuś życie, dostałem piątkę, moja żona jest taka szczęśliwa, bo zabrałem ją na wycieczkę, a w mojej parafii 1000 osób przystąpiło do komunii…” A Jezus: fajnie, że to wszystko się wydarza, ale nie z tego się ciesz, a z tego, że twoje imię jest zapisane w niebie.

Uważam, że ów „zapis” to nie tylko kwestia miejsca naszego pobytu po śmierci. Rozumiem go także jako bliskość Boga. To jest najlepsza sprawa dla chrześcijanina – sam Bóg, który nie jest postacią „ze świątyni”, ale Kimś, kto jest towarzyszem każdego mojego kroku. Zawsze mówię, że dobro (myśli, słowa, modlitwy i czyny) jeśli się w moim życiu zdarza, to tylko dlatego, że jest jakby skutkiem ubocznym bliskości Boga. Ta bliskość to nie jest sielanka emocjonalno – wzruszeniowa. Nie, my ciągle jesteśmy na wojnie. Czasem jesteśmy w rozpaczliwie ciężkich sytuacjach. Jednak bliskość samego Dowódcy dodaje siły i mocy. On daje nam zadanie i to nie byle jakie: uwalnianie innych od chorób i cierpień. Nie siebie, ale innych. On nie robi tego osobiście, prosi, ciebie byś poszedł na teren wroga, przestał się skupiać na tym, co ci grozi, a zobaczył innych, którym trzeba pomóc. Co z tego, że nie masz nogi? On cię podtrzyma. Bajkowo brzmi? Może, ale to nie jest bajka, to jest obietnica Twojego Boga, który ci daje wszystko, byś to zrobił.

 Nie skupiajmy się ani na cudach, które będą się działy, gdy wyruszymy, ani na niebezpieczeństwach. Skupmy się na tym, że nasze imiona są zapisane w niebie – w Jego sercu. Dajmy się postawić do pionu i idźmy działać. Mamy moc.

SŁOWO