Zaznacz stronę

SŁOWO

Przekonuję się coraz mocniej, że Ewangelię trzeba czytać z pozycji człowieka zakochanego. Tylko taki sposób sprawia, że słowa Jezusa o tym, że będzie widoczny, a za chwilę już nie, mają jakikolwiek sens.

Bo o czym on mówi? Mówi o prawach życia duchowego: raz jest „blisko”, raz „daleko” (z naszej perspektywy). Dla mnie ten tekst jest o czymś, co jest bliskie zakochanym. O tęsknocie. Kiedy kochasz drugą osobę, to tęsknisz. Chcesz być obok, chcesz czuć, być po prostu. A nie zawsze jest to możliwe. I z tego rodzi się smutek, nawet jeśli wszyscy wkoło się weselą.

Kiedy człowiek się zakochuje, wtedy przewartościowuje wiele swoich poglądów i wiedzy. Kiedy człowiek jest kochany, inaczej patrzy na świat i ludzi. Nawet kwiatki dostrzega. Człowiek zakochany widzi po prostu więcej. Nie skupia się tylko na tym, co jest codziennością, ale snuje plany, rozszerza swoje horyzonty. Chce budować dom dla swojej ukochanej, chce dawać życie. Miłość daje przestrzeń. Odejście Jezusa robi przestrzeń na Ducha Świętego. Przecież Duch nie jest jakimś innym bogiem. To ten sam Bóg. Tak, jak w miłości, nie ma nagle nowego świata. Jest ten sam, ale inaczej doświadczany.

Słowo chwila. Ostatnie miesiące sporo myślę o tym, że mógłbym umrzeć teraz, dziś. Tak po prostu usiąść i umrzeć. Lubię wiosnę, lubię lato, bo jest rower, jest ciepło, są długie dni. Ale mógłbym umrzeć. Bo czy moje życie nie jest chwilą? A Jezus dziś mówi: jeszcze chwila i ujrzycie Mnie. Jeszcze chwila i Go zobaczę. A najzabawniejsze jest to, że zobaczę Go razem z tymi, którzy mówią, że jestem od Niego daleko, że jestem heretykiem i głupkiem.

Panowie i Panie, jeszcze chwila i wszyscy się mocno zdziwmy, jak my nic o Nim nie wiemy. Można nie wiedzieć, co On mówi, można nie rozumieć. Naprawdę można. To też jest Dobra Nowina, że mogę nie być religijnym omnibusem. Zresztą, co my o Bogu wiemy? Mam trochę definicji, mamy niezły Katechizm, mamy Biblię, mamy filozofów, teologów. I mamy św. Jana, który napisał całkiem zabawne, w tym kontekście zdanie: Boga nikt, nigdy nie widział.

Fajne jest to chrześcijaństwo z Dziejów. Tam jest tyle życia i świeżości. Oni tworzą, ryzykują, są otwarci. Nie mają rubryk, katechizmów, pewnych definicji. My to mamy. I z jednej strony to wielki skarb, bo mamy doświadczenie, oparcie w wierze innych, ale z drugiej strony to czasem staje się naszym przekleństwem, budulcem swoistej skorupy, która nie pozwala Duchowi działać. Bo my wiemy lepiej. Coś, co powinno być nam środkiem wielokrotnie staje się celem. Wielokrotnie nasze lęki ubieramy w coś, co zamyka przystęp Temu, który ma moc nas z nich uzdrowić.

To wszystko, co może być naszym skarbem może stać się także balastem, kotwicą, która nas do tego świata mocno przywiązuje. Ostatnie dni bardzo mi to unaoczniają, jak bardzo wiążemy chrześcijaństwo z patriotyzmem, historią kraju, polityką. Tak bardzo nie wierzymy Bogu, że ciągle się musimy asekurować więzami doczesnymi. Potrafimy przekląć drugiego człowieka, tylko dlatego, że myśli inaczej. Jesteśmy pełni żądzy odwetu, w imię sprawiedliwości. I we wszystko to wciągamy autorytet Boga Miłości.

Paweł odszedł od wierzących, a poszedł do pogan. Pobożni nie chcieli słuchać Dobrej Nowiny. Obym ja chciał.