Zaznacz stronę

Ci z nas, którzy pojawią się dziś w kościele na Mszy świętej usłyszą historię króla – klasycznego polityka, któremu przyświeca jeden cel – władza. Król Herod, dowiedziawszy się, że Trzej Mędrcy ze wschodu idą do Nowo narodzonego, pod pozorem pragnienia oddania Mu czci, nakazał im zdać później relację ze spotkania. Z późniejszych wydarzeń wiemy, że chodziło mu tylko o pozbycie się ewentualnego rywala do tronu. Chciał za wszelką cenę zachować swoją władzę.

Potężny król, wystraszył się małego chłopca, bał się wszystkiego, co mogłoby sprawić, że jego panowanie będzie zagrożone. Cel był jeden: utrzymać stanowisko najdłużej jak się da.

Co roku organizacje pro-life przyznają tytuł Heroda. Za rok 2016 otrzymał go Jarosław Kaczyński. Oczywiście „nagroda” jest symboliczna, sam JK nikogo nie zamordował, ale jako szef partii miał wpływ na wyniki głosowań, które miały jeszcze bardziej chronić życie. Rząd i inni politycy stwierdzili, że nie można narażać naszego bezepicznego status-quo, i trzeba dalej pozbywać się dzieci, które nam – ludziom dorosłym przeszkadzają w naszym szczęściu. Prawda jest taka, że ten tytuł należy się każdej dorosłej osobie, która nie ma w sobie sprzeciwu wobec zabijania nienarodzonych.

Ostatnie tygodnie w naszym kraju pokazały, że nie tylko nienarodzeni są dla nas przeszkodą w realizacji naszego szczęścia. Stają się nimi również ludzie, którzy muszą uchodzić ze swoich krajów, bo u siebie nie czują się bezpiecznie. Próbują przedrzeć się do świata, który z ich perspektywy jest lepszy, bezpieczniejszy i bogatszy. My, bardzo często pod pozorem zachowania porządku, zasad i obrony siebie, mówimy STOP. Tak naprawdę, podobnie jak król Herod chcemy zachować swoje królestwo dla siebie. Król Herod podobnie jak my, wyznawał zasadę miłości do siebie i swoich najbliższych. On, podobnie jak my, nie robił niczego złego – tylko bronił swojej władzy.
Nie godzimy się na korytarze humanitarne i przyklaskujemy swoim rządzącym, kiedy oni podejmują w naszym imieniu decyzje, które dla nas są wygodne. Klaszczemy (głośno lub po cichu), kiedy zabija się ludzi o innym kolorze skóry, czy innego wyznania. Pochwalamy praktyki, które są jednoznacznie wymierzone w ludzi, których obecność wśród nas, mogłaby zachwiać nasze poczucie, nie tylko bezpieczeństwa, ale i wygody.

Nie trzeba brać pod uwagę tylko tych dwóch głośnych spraw: dzieci nienarodzonych czy uchodźców. Wystarczy się rozejrzeć i zobaczyć, że w każdym z nas jest Herod, który chce zachować swoje królestwo za wszelką cenę. Począwszy od FB, poprzez nasze relacje w pracy, a nawet w rodzinie. Jest w nas pragnienie pozbycia się tych, którzy nie pasują. Ono nie musi być pragnieniem zabicia kogoś, ale może ukazywać się po prostu w ignorowaniu innych ludzi, odwracaniu głowy, kiedy widzimy pijaka czy nędzarza na ulicy. Ta postawa ujawnia się także w tym, że najpierw chcemy pomagać tym, którzy dadzą nam z tego jakiś profit, choćby poczucie wdzięczności, bo są bliżej nas i naszego życia.

Herod z dzisiejszej Ewangelii jest mocnym znakiem, który musi nas przebudzić, że jesteśmy – przy całej naszej wspaniałości – zdolni do eliminowania innych. Jeszcze raz to powtórzę: to nie jest domena tylko ludzi władzy, polityków i wielkich tematów, ale naszej codzienności. Zawsze wtedy, kiedy wygoda bierze górę, zawsze wtedy jest realne niebezpieczeństwo, że kogoś będę chciał wyeliminować.