Zaznacz stronę

SŁOWO

Mojżesz stanął przed krzakiem gorejącym. Kto z nas by nie stanął (na Bolko), gdyby zobaczył palące się drzewo, które się nie spala? Stalibyśmy i patrzylibyśmy jak Mojżesz. Nawet podszedł bliżej, by widzieć lepiej. Jednak on tylko chciał patrzeć. Dopiero głos Boga kazał mu zrobić coś więcej – zaangażować się. Uwierzyć, zdjąć sandały. 

Można wierzyć i tylko patrzeć, podchodzić z ciekawości, ale nie zdjąć sandałów, nie zaangażować się. 

Kilka dni temu z rąk terrorysty zginęło 50 muzułmanów, wiecie, że na różnych forach chrześcijańskich można było przeczytać, że to kara Boża? Że należało się im za to, co robią ich terroryści. Do Jezusa przychodzą ludzie i mówią, że zawaliła się wieża i że to wina tych nieszczęśników.Jezus odcina się od takiego myślenia. Nie uważa nieszczęść jako kary za grzechy. Dlaczego? Bo można by powiedzieć, że każdy, komu na głowę wieża się nie zawaliła, jest dobry i bezgrzeszny. Bóg nie daje światu takich znaków: jesteś zły – nie będzie ci się powodziło, jesteś dobry – nic ci się nie stanie. To nie jest myślenie Boga. Jego myślenie jest inne – wyjawione w drugim obrazie, drzewa figowego. Bóg chce, by życie każdego człowieka wydawało dobre owoce. Jednak wszyscy jesteśmy ograniczeni czasem. Bóg stara się każdemu z nas zapewnić optymalne warunki, nie do wystawnego życia, ale do bycia dobrym. Pan ma w stosunku do nas duże nadzieje: „Może zaowocuje…”?

Bóg, w przeciwieństwie do ludzi, nigdy nie przychodzi do człowieka z potępieniem, przychodzi z nadzieją. Nigdy nie jest nami rozczarowany, znów w przeciwieństwie do nas, którzy rozczarowujemy się innymi. Wiążemy z kimś wielkie nadzieje, a kiedy ten ktoś nie spełnia naszych oczekiwań, potrafimy w imię naszej sprawiedliwości potępić, zdyskredytować, opluć, wyśmiać, a wszystko to w imię prawdy.

Wszyscy patrzymy w tych tygodniach na problem molestowania w Kościele. Wszyscy słyszymy jedną i drugą stronę. Mamy swoje zdania, sympatie, racje. Brakuje mi w tych wielu uwagach, opiniach – wiary. Jedni się bronią, inni atakują. Większość, jak Mojżesz chce stać i patrzeć. A może trzeba nam wszystkim, a nie jak często nam wygodnie mówić – im, hierarchom, jako Kościołowi zdjąć sandały i zobaczyć, że Pan nas wzywa do tego, byśmy uznali, że jako wspólnota nawalamy. My, jako duszpasterze, bo wielu z nas szuka tylko swojej wygody i jak pokazuje życie nawet za cenę zbrodni na najmniejszych. Wy, w swoich rodzinach, gdzie przecież dzieje się często zło. Nie oszukujmy się, są wśród nas ludzie, którzy zdradzają, krzywdzą psychicznie i fizycznie swoich bliskich, są wśród nas mający problem z seksualnością i nałogami. Wszyscy nawalamy w tym, że nie widzimy zła, które wyrządza się drugiemu, widzimy jak ludzie się okradają, oszukują, krzywdzą, prześladują za wiarę, poglądy, orientację seksualną, udajemy, że nie widzimy i nie słyszymy. Nie zdejmujemy naszych sandałów, nie angażujemy się, ale w swojej pobożności stoimy przed ciekawym zjawiskiem. 

Trzeba się zaangażować. Historia Mojżesza i Jezusa pokazała, że pokochanie realnego człowieka kosztuje. Wiara musi nas kosztować, nie chodzi o prześladowanie, ale o to, że to, co tu robimy (w kościele) musi się przekładać na nasze bycie z innymi. I pozytywnie, jako tworzenie dobra, i z drugiej strony zauważanie i reagowanie na zło. Żebyśmy nie kończyli tylko na obserwowaniu i wydawaniu opinii. Tak robią wszyscy, my poznaliśmy Jezusa, więc potrzeba zdjąć sandały i pójść głębiej. 

Post to nie czas, w którym mamy zajmować się sobą i swoją doskonałością, albo się oskarżać z jej braku, ale to czas uczenia się kochania drugiego, konkretnego człowieka.