Zaznacz stronę

Kiedy czytam tekst o człowieku, który się zasmucił, myślę o ósemce kandydatów do TJ z naszej prowincji, którzy rozpoczną swój nowicjat w Gdyni. Dla nich to będzie ważny dzień, bo nie chcą odejść zasmuceni, chcą sprzedać wszystko, co mają (na dzień dzisiejszy) i pójść za Nim w Towarzystwie. Boją się, mają wielkie pragnienia, są ciekawi tego wszystkiego, co ich czeka. Na tyle, na ile poznałem nasze zasady przyjęcia, wiem, że dobrze i uczciwie rozeznali swój wybór. Nie są żadnymi bohaterami, jak nie jest nim żaden zakonnik. Nie składają Bogu żadnej wielkiej ofiary, jak nie składa jej żaden zakonnik. Są zwykłymi mężczyznami, którzy wybrali jedną z możliwości, wierząc, że ich droga najlepiej zrealizuje się w Towarzystwie Jezusowym. To ważne, by nie dopuścić do siebie myślenia o „ofierze, poświęceniu”, to szybko przeradza się w kolejne żądania skierowane do Boga. Tu zawsze pada najpierw „jeśli chcesz”. Pragnienie, wola, decyzja.

Zapewne w każdym wyborze tak jest, że przychodzi moment, w którym pierwsza radość, fascynacja odpada. Kolejne lata, które mijają, odkrywają tylko kolejne pokłady słabości (swojej i innych). Świat pędzi swoją prędkością, dosiadają się do niego kolejni ludzie, z którymi trzeba się liczyć, ale niekoniecznie oni liczą się z tobą. Myślę, że i tę ósemkę to czeka. Dziś jest w nich wiele dobrej radości, ale za „moment” będzie też frustracja i zderzenie z „pokusą codzienności”.

Ja sam skończyłem dwadzieścia lat (w TJ) i z roku na rok widzę coraz wyraźniej, że jest tylko jedno lekarstwo na frustrację, zresztą zawarte w dzisiejszym fragmencie: „chodź za Mną”. To wydaje się „oczywistą oczywistością”, ale tak nie jest. Tak jak niektóre osoby w małżeństwie nie zawsze widzą miłość w osobie, z którą żyją, szukają jej gdzie indziej, tak wielu z nas – zakonników zapomina, że nie ma innego sensu jak Jezus. I to nie jest kwestia wysłuchania krzykliwych rad fundamentalistów katolickich, że wystarczy „to i to”.

Widzę po sobie i innych moich kolegach, że za każdym razem to kwestia nawrócenia rozumianego biblijnie, kolejnej zmiany myślenia, choćby miało się to dokonywać każdego dnia, po kilka razy. I choć Jezus nigdy do końca nie zaspokaja głodu, jak nikt i nic nie jest w stanie tego zrobić po tej stronie życia, to tylko patrząc na Niego jestem w stanie uspokoić cały ten sztorm.

Chłopaki, „dacie radę”, bo to nic trudnego, patrzcie tylko na Tego, który nam zaproponował to niesamowite doświadczenie, jakim jest Jego Towarzystwo. On nie zabierze Wam – Was, ale da Wam Siebie.

SŁOWO