Zaznacz stronę

Za kogo Mnie uważacie? Zadajmy sobie to pytanie inaczej niż zawsze, nie w kontekście odpowiedzi: za Boga, lub nie za Boga. Zadajmy je w kontekście naszych oczekiwań w stosunku do Niego. A więc jak na Niego patrzymy, jak o Nim myślimy, czego od Niego oczekujemy? Za kogo Go mamy? Jaki jest ten nasz Bóg, do którego próbujemy mówić, którego ciągle uczymy się spotykać.

Często wpadamy w postawę, w której Bóg jest nam potrzebny do trzymania ludzi w ryzach jakiejś moralności (czyli de facto do straszenia). Czasem Bóg na jakimś etapie naszego życia pomaga nam zrozumieć sens trudnych doświadczeń. Tak jedna, jak i druga postawa ma to do siebie, że nie każe się zbytnio angażować, albo inaczej: nie każe zbytnio się Nim – jako Osobą, przejmować. I wtedy, gdy ustaje owa motywacja (strach lub tłumaczenie), wszystko, co związane z Bogiem, staje się niepotrzebne.

Nie chciejmy być ludźmi, którzy nie słyszą św. Jakuba. Jakub mówi nam bardzo wyraźnie: nie ma wiary bez uczynków. I nie idzie tu tylko o czyny, ale o nasze podejście do życia. Uczynki wiary to także szukanie dobra, to także afirmacja kogoś drugiego, to uśmiech na twarzy, to docenienie kogoś drugiego, zwykłe „dziękuję” drugiej osobie. Wiara żywa to wiara, która sprawia, że przestajemy siedzieć we własnym sosie. Można być wierzącym i zarazem ateistą, który swoim życiem będzie zaprzeczał istnieniu Boga.

Nie chciejmy zaprzeczać swoim słowom – naszymi czynami. Można całe życie mówić o sobie: jestem wierzącym w Boga i iść nie z Nim, ale obok Niego. A to jest dramat. Można z Bogiem, jak Piotr Apostoł, wiązać plany, można Mu obiecywać wielkie zaangażowanie i równocześnie nie myśleć o Jego drodze. Można tak bardzo uwierzyć, że się jest wierzącym, że się nie zauważa tego, jak bardzo moje myślenie staje się myśleniem diabła.

Droga Jezusa to droga tego, którego policzki są rwane, którego twarz jest oszpecona. To nie droga człowieka, który udaje. To droga człowieka, który ciągle się naraża. Naraża się złemu, naraża się tym, którzy nie idą tą drogą. Jezus tłumaczy to dziś w ten sposób: kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je. I znów, nie idzie o to, byśmy po wyjściu z kościoła zostali zabici, ale idzie o to, byśmy zaparli się swojej upartości. Byśmy zaparli się tego, że my wiemy najlepiej.

Zaprzeć się swojego życia to nic innego jak zobaczyć, że moje życie, choć bezcenne, nie jest jednak absolutnie najważniejsze. Że są sytuacje, w których trzeba stracić, w których trzeba powiedzieć, że logika ludzka jest tylko czystą kalkulacją. A my nie mamy kalkulować. Mamy dawać. Byśmy, idąc za Panem, nie usłyszeli: zejdź mi z oczu szatanie, bo nie myślisz jak Ja. Jest taka opcja i każdy z nas musi się z tym liczyć.

Dzisiejsza scena z Ewangelii to dobre przypomnienie tego, o co tak naprawdę Bogu, w Jezusie, idzie i jak bardzo nasze oczekiwania względem Boga rozmijają się z Jego Drogą. Kiedy Jezus pyta swoich uczniów, za kogo Go uważają ludzie, pada odpowiedź, że za Mesjasza. Miał on być wyzwolicielem politycznym uciśnionego narodu spod różnych okupacji. Mesjasz miał załatwić różne interesy, od ogólnokrajowych po osobiste. Tu warto się dziś pytać, jakie są moje, względem Niego – oczekiwania? Co jest moją motywacją chodzenia z Nim, za Nim? Tymczasem On wskazuje na coś innego, coś co już nie znalazło się w dzisiejszym fragmencie Ewangelii, a co zapisane jest parę wersetów dalej. Mówi o tym, co Go czeka w Jerozolimie, jak zostanie wydany na śmierć i jak zmartwychwstanie. Jezus nie przyszedł, by nam życie umilać, ale by nasze życie wprowadzić na tory Prawdy. A ta nie zawsze jest zabawą.

Ta scena jest jakby swoistym bilansem wspólnego bycia uczniów z Jezusem. Jakby Jezus stawał przed Piotrem i mówił: OK. Piotrze, chodzicie, chodzisz od jakiegoś czasu za Mną, robimy fajne rzeczy razem, ale powiedz Mi teraz tak osobiście, Kim Ja, dla Ciebie, w ogóle jestem? Czy rzeczywiście jestem Kimś, kto tak bardzo Cię zafascynował, że wszystko dla Niego oddasz, czy tylko chcesz ze Mnie zrobić broszkę na marynarce Twojego życia? Zaryzykujesz Piotrze, czy będziesz tylko obserwatorem?

SŁOWO