Zaznacz stronę

Co rusz w tzw. kato-świecie, szczególnie w jego wirtualnej części, wybucha kolejny kato-spór. Tematy są ważne, jak choćby kwestia wspólnej komunii z protestantami, czy drugorzędne, jak to, jakie litery pisać na drzwiach przy okazji tzw. kolędy, i co te litery znaczą. Zawsze zastanawia mnie tylko jeden moment tych dyskusji, w którym rozmówcy dochodzą do stwierdzenia: „to się nie da”. I wtedy pytam się samego siebie: na ile w rozmowie jestem jeszcze wierzącym w Boga, a na ile kimś, kto „sprzedaje” już tylko pewne idee. Przecież Jezus miał powiedzieć: „u ludzi to niemożliwe, ale u Boga owszem”. Myśleć „po Bożemu” to zmuszać się nieustannie do poszukiwania nowych możliwości.

Bardzo często wpadamy w to, w co popadł skądinąd pobożny Żyd – Natanael. Po tym, jak od swoich kompanów usłyszał o jakimś Jezusie, który miał się okazać zapowiedzianym Mesjaszem – i to go jeszcze zainteresowało, dowiedział się, że ów Mesjasz jest z Nazaretu. I tu pada pytanie, które pokazuje, jak bardzo Natanael, przy całej swojej pobożności i prawości, nie wyobraża sobie pewnych możliwości. Czy może być coś dobrego z Nazaretu? – pyta. Dokładnie ten sam problem. Wpadamy w takie sztywne myślenie. Raz to będzie zwyczaj, innym razem tradycja, jeszcze innym prawo.

Jest w tej Ewangelii bardzo pozytywny moment. Gdy Natanael postanawia jednak dać szansę Jezusowi, w jakiś sposób otwiera się na tego, który jest z Nazaretu, wtedy otrzymuje obietnicę: zobaczysz o wiele więcej. Musi jednak podjąć decyzję, by wyjść ze swojego schematycznego patrzenia na ludzi. Dopiero ten „ryzykowny” krok, da mu zdolność by dostrzec więcej.

Bóg dał nam Kościół, który w założeniu miał być wspólnotą różnorodności. Niestety są momenty, w których wielu z nas wraca do starego zdania: „a cóż może być dobrego z Nazaretu?”, wtedy wszystko, co nie jest „z naszej miejscowości”, otrzymuje łatkę „Nazaret”. Nie ma już wtedy dyskusji, słuchania, poszukiwania, ale jest tylko jedno: „ja wiem lepiej”.

Tylko że z Nazaretu był Jezus.

SŁOWO