Zaznacz stronę

j5ysl6s1_n3tg6jSŁOWO
Pan przychodzi do mojej komory celnej, do mojej codzienności, staje na przeciw mnie i mówi: pójdź za mną. Zostaw swoje skarby i chodź za mną.
Naturalną rzeczą jest, że w tym momencie pojawia się strach, że nie dam rady.
Co, tak naprawdę, robi Jezus, mówiąc: Pójdź za mną? Wchodzi w nasz świat. To On wchodzi do domu Mateusza, to On zasiada za mateuszowym stołem. Tak naprawdę to Jezus naraża swoją reputację, bo mówią o Nim, że jada z grzesznikami.
Jemu nie potrzeba naszych wielkich ofiar, ale naszego serca, naszej miłości. Warto, przy powołaniu Mateusza, zapytać się o to, jaki jest Jezus, że na jedno Jego słowo, dorosły, ustawiony w życiu, mający swój świat facet, zostawia wszystko i idzie. Co takiego jest w Jezusie? I czy mnie porywa w taki sposób, czy przynajmniej jest we mnie pragnienie takiego radykalizmu? Co takiego jest w Jezusie, że ja za Nim idę?
Nasze pójście za Jezusem nie jest zawieszone w próżni, jakiejś fantazji. Ono jest realizowane w konkrecie naszej codzienności. I choć się różnimy wiekiem, zdolnościami, funkcjami, znajomościami, środowiskami z których się wywodzimy, to On zawsze przychodzi, do każdego tak samo: w naszych codziennych sprawach. To szalenie ważne, bo jeśli nie będzie spotkania z Bogiem w prozaiczności, łatwo taka relacja się rozpadnie, stanie się rozczarowująca. Staje się ona tylko pewnym systemem, który pomaga zrozumieć siebie samego na chwilę, poradzić sobie doraźnie ze swoimi problemami, ale mnie nie przemienia. Dopiero dopuszczenie Jezusa za swój „stół”, sprawia prawdziwą przemianę.
Jezus siedzi za stołem, a razem z Nim grzesznicy i tzw. margines społeczny. Pytanie, czy ja się dosiądę, czy mam w sobie potrzebę bycia przez Niego uleczonym? Przyszedł do chorych, nie do mocarzy, którym nic nie dolega. Jak już raz, w szczerości, siądziesz z grzesznikami i marginesem do stołu, to więcej nie będziesz ich wykluczał i piętnował.