Zaznacz stronę

SŁOWO

W końcu pojechałem na wakacje. Pozałatwiałem wszystkie sprawy, porozdzielałem zadania i pojechałem. Pomyślałem: teraz będę miał chwile dla siebie, spokój. Pierwszy dzień zaplanowałem perfekcyjnie – wycieczka na Hel, powrót rowerem, cały dzień dla siebie i tego, co kocham. Miało być cudownie. Wyszło inaczej. Jedna wiadomość rozwaliła cały mój spokój. Cały dzień zastanawiałem się nad tym, dlaczego, jak to mówię: ciągle coś się musi dziać.

Odpowiedź przyszła w dzisiejszej Ewangelii. Nie, w tym, że jestem znakiem sprzeciwu i wpatrzonym w Jezusa na 100%. Raczej w tym, że bycie chrześcijaninem to nie jest życie w sielance, w tym, że Jezus nie przyszedł dać mi pokoju, który sprawi, że moje życie będzie pięknymi różami usłane. 

Dzisiejsze czytania przypominają o tym, że życie wiarą, którą przynosi Jezus, jest życiem samotnym. Najpierw jest Jeremiasz, który ze względu na wierność Bogu i jego zasadom, skazany jest na skrajną samotność, a nawet niebezpieczeństwo śmierci, a więc wszystko to, co jest przeciwieństwem życia w pokoju. W Ewangelii Jezus uderzawe wszystkie podstawowe relacje, od których, w naturalny sposób oczekiwalibyśmy poczucia bezpieczeństwa i właśnie pokoju. Ten tekst pokazuje, że Jezus nie jest kimś, kto autoryzuje jakiekolwiek stronnictwa, bo On nie jest kimś, kogo można wziąć jako argument przeciw drugiemu. On jest argumentem przeciw staremu człowiekowi we mnie. 

Ogień, który jest wielkim pragnieniem Jezusa, musi rozpalać mnie, a ogień we mnie ma być czymś, co innych będzie niepokoić, co będzie im kazało zadawać sobie pytania o to, czy szukają w chrześcijaństwie spokoju czy prawdy?

Kiedy patrzę najpierw na siebie, później na to, co dzieje się w moim, polskim, Kościele, to widzę jak bardzo chcemy mieć wrogów i jak bardzo chcemy Jezusa wziąć przeciw nim. Jezus po naszej stronie – to pięknie brzmi, to daje nam mandat do usprawiedliwiania podziałów, bo my wiemy lepiej, kto Jezusa jest godny. Tymczasem On przyszedł do wszystkich, dlatego nikt nie może Go zagarniać dla siebie. Dobrze o tym mówi List do Hebrajczyków, że mamy patrzeć na Tego, który nam w wierze przewodzi. Wszyscy mamy na Niego patrzeć. 

I kiepski jest argument, że oni żyją w grzechach, a my musimy im to uświadomić, a to ich rozsierdza, ale Pan Jezus to przewidział.

Ewangelia, w jej miłym, jak i trudnym przesłaniu, zawsze jest skierowana do wszystkich, ona do nikogo nie należy, ale adresowana jest do każdego. 

Wakacje nie są więc po to, by uciec od życia do sielanki. One raczej służą temu, by z dystansu zobaczyć, czy idę za Jezusem, czy raczej z Jezusem przeciw innym.