Zaznacz stronę

SŁOWO

Ówcześni celnicy działali w innych realiach niż współczesne, tak naprawdę to oni ustalali, jak wysokie mają być ostatecznie podatki i od kogo je ściągać. Nie ma się czemu dziwić, że byli znienawidzeni przez ludzi, niejeden z nich miał przyklejoną łatkę złodzieja. Zacheusz, jako zwierzchnik poborców podatkowych miał więcej możliwości do ograbiania ludzi, stąd jego wielkie bogactwo.

Jak zauważa abp Ryś, Zacheusz żył w ciągłej okazji do grzechu ciężkiego. Jego życie, mówiąc językiem Ignacego, było życiem człowieka pierwszego tygodnia Ćwiczeń Duchowych: od grzechu do grzechu. A jednak w Zacheuszu było coś, co łączy go z nami. Jego imię znaczyło „czysty”. Nie wiemy dlaczego takie imię otrzymał, ale jest ono obrazem każdego z nas. Z natury swej jesteśmy dobrzy, a jednak w naszym życiu pojawiają się grzechy, co więcej, w naszej codzienności ciągle pojawiają się okazje do grzechu.

Do tego człowieka „zaprzyjaźnionego” z grzechem Jezus przychodzi w gościnę i postanawia zjeść kolację. Co więcej, sam chce tego spotkania, to od Niego wychodzi inicjatywa. Przyjście Boga do człowieka nie jest nagrodą, ani żadną zasługą. Niby to oczywiste, a jednak ciągle w naszych rozmowach wychodzi, że czujemy się lepsi od grzeszników. Pewnie, że nie mówimy tego wprost, ale podkreślając często czyjąś grzeszność i gorszość; wcale nam nie zależy na prawdzie. Jest to ukrytą opcją na rzecz samousprawiedliwienia.

Kolejną naszą wspólną cechą z Zacheuszem jest drzewo… Wszedł na nie z ciekawości, bo chciał obadać, co to za jeden ten Jezus. Dokładnie jak my, większa część naszej relacji z Nim to ciekawość. Ciekawość może prowadzić do nawrócenia, ale nie musi. Można się zatrzymać na tym etapie, bo on zasadniczo niczego od nas nie wymaga i pozwala zostać na etapie komentatora. To słowo Jezusa doprowadza do nawrócenia Zacheusza.

Człowiek przez grzech buduje sobie rzeczywistość , która sprawia, że ląduje na drzewie, stamtąd patrzy na innych i wmawia wszystkim, że jego punkt widzenia jest lepszy, nie zauważając, że oddala się od innych. Jednak, paradoksalnie jest to też szansa, bo jak zauważa abp Grzegorz, Bóg patrzy na grzesznika „z dołu”, nie „z góry”. Wiemy, co znaczy, kiedy ktoś na nas patrzy z góry, czujemy ten wzrok sprawiający, że czujemy się gorsi, osądzeni, a nawet potępieni. Bóg patrzy z dołu, na tym polega Wcielenie, a w konsekwencji Jego Miłosierdzie do człowieka. Ono polega na tym, że Bóg nie brzydzi się człowiekiem pomimo jego grzeszności, wręcz przeciwnie – uniża się przed nami, by nas sobą nie przytłaczać, wykorzystuje to wszystko, co w nas jest odblaskiem Jego dobroci, by nas sobą zaciekawić.

Szczegóły są ubogie, drugorzędne: trochę ciekawości, pozorna wielkość małego Zacheusza, wyrażona wejściem na drzewo, ale na tym Bóg buduje coś wielkiego. Tak jest przy każdym nawróceniu w spowiedzi. Szczegóły nie są ważne, jak przy powrocie młodszego syna, Boga nie interesują nasze grzechy, postanowienia. Jego interesuje nasz powrót, On się cieszy tym, że chcemy zejść z drzewa, by być z Nim na równi, bo po to stał się człowiekiem.

I ostatni szczegół. Rozdanie majątku. Taki gest jest możliwy tylko w dwóch wypadkach. Z doświadczenia wielkiej miłości, tak jak to było w przypadku Zacheusza, albo wtedy, kiedy człowiek chce odegrać ‘teatrzyk’ przed sobą, innymi i w końcu Bogiem.