Zaznacz stronę

SŁOWO

Obraz sędziego to nasz obraz Boga, którego sami sobie stwarzamy na nasze potrzeby. Boga, który jest niedostępny i daleki. Taki Bóg, choć srogi jest bardzo wygodny. Bo można ponarzekać na sędziego, który jest nieludzki, bo można obrzucić go błotem. Bóg, który okazuje się kolejnym trybem machiny do uciskania nas.

Łatwo obieramy taki obraz Boga wtedy, kiedy nie otrzymujemy natychmiast tego o co prosimy. Mówimy wtedy, że Bóg nas nie słucha. Tymczasem Bóg wzywa nas – nie do obrażania się na Niego, ale do przyjęcia postawy biblijnej wdowy.

W tamtych czasach wdowa była kobietą, która znajdowała się w trudnych warunkach. Wraz ze śmiercią męża traciła wszystko. Całe swoje oparcie. Żyła z łaski innych. Odczuwała brak na poziomie materialnym, ale także na poziomie uczuciowym. Po prostu odczuwała ciągły brak kogoś bliskiego. I tego właśnie chce Bóg, byśmy za Nim tęsknili; byśmy, kiedy stajemy do modlitwy nie skupiali się tylko na rzeczach, ale byśmy za Nim samym tęsknili. Byśmy odczuwali Jego brak na co dzień. Dopiero kiedy odczuwamy brak, zaczynamy tęsknić.

Wdowa należała do grupy ludzi najbardziej bezbronnych. Bądźmy bezbronni przed Bogiem. Ktoś, kto jest bezbronny, po prostu się nie broni, nie stawia oporu, nie obmyśla fortyfikacji i ataku. Tej bezbronności nie rozumiejmy jako bezmyślnej postawy braku zaangażowania. Rozumiejmy ją jako wyzwanie.
Ewangelia pyta dziś: „Czyż Bóg nie weźmie w obronę swoich wybranych”? Wybranie to dwa etapy. Najpierw ktoś musi mnie wybrać, a potem ja muszę ten wybór przyjąć. Bóg mnie nazywa swoim wybranym, ale czy ja przyjmuję ten wybór? Nie ma innej możliwości jak moja osobista zgoda. Nikt mnie nie przymusi, nikt za mnie tego nie dokona, ja muszę sam, osobiście się zgodzić. Bóg weźmie nas w obronę, tylko musimy sami tego chcieć.

Wszystkie trzy czytania mówią o wytrwałości w modlitwie, ale i w wyborze Boga, w wyborze, w którym mówimy o sobie: chrześcijanin.

I czytanie mówi o wytrwałości w bardzo konkretnym kontekście misji, zadania do spełnienia – walki Izraela. Modlitwa i działanie są tu połączone; jedni działają – walczą, inni się modlą. Nie można rozdzielić jednego od drugiego. Jest tutaj obecna modlitwa wstawiennicza – modlitwa prośby. Wielu chrześcijan uważa, że taka modlitwa jest niepotrzebna, bo Bóg wszystko wie. To prawda. Bóg wiedział, co potrzebne jest wojownikom, a jednak potrzebował prostego gestu uniesionych dłoni Mojżesza. A może to Mojżesz i jego wojownicy potrzebowali tego gestu, znaku, że to jest ich walka, a nie tylko sprawa Boga?

Paweł, w II czytaniu, przypomina nam, że jesteśmy ludźmi, którzy od lat siedzą w sprawach Pana. Od lat jesteśmy słuchaczami Słowa Bożego, od lat żyjemy we wspólnocie Kościoła. Paweł do takich jak my, mówi dziś: trwaj! Trwaj, w tym co słyszysz, trwaj w tym, co uznajesz za wartość. Bądź wierny Słowu Boga, którego możesz słuchać. Bądź wierny, ale nie tylko wtedy, kiedy jest wygodnie, kiedy ci się to opłaci. Bądź wierny w porę i nie w porę. W dobrym i złym dniu. Zawsze. Wtedy, kiedy widzisz sens i się radujesz, ale i wtedy, kiedy nie widzisz i się nie radujesz.

To trwanie, nie ma być bezmyślna religijnością, ale ma być twórczą przygodą, nastawaniem w porę i nie w porę. To nic innego, jak podjęcie swoich zadań, swojego powołania na serio, nie pozwolenie na wydzieranie sobie, przez złego poszczególnych rejonów swojego życia.

Tak sobie pomyślałem, że może warto by było codziennie, jak Mojżesz stanąć przed Panem i prosić za swoich bliskich, za żonę, męża, dzieci, współpracowników, za tych wszystkich, za których jesteśmy odpowiedzialni. Zanim wyruszymy na codzienny front walczenia o byt, na te parę minut stanąć przed Bogiem i Jemu polecić ten swój codzienny grajdołek, ale w poczuciu misji, że ta moja modlitwa wstawiennicza jest elementem walki duchowej o moje życie, o życie moich bliskich. Modlitwa wstawiennicza to nie tylko modlenie się za innych. Ale to przede wszystkim poczucie odpowiedzialności za innych. Nie ma samotnych wysp. Są małżonkowie, rodzice, przyjaciele, proboszcz – modlitwa jest formą miłości drugiego.