Zaznacz stronę

1.
Prawie dwadzieścia jeden lat temu, ówczesny prowincjał, kiedy rozmawiał ze mną przy przyjmowaniu mnie do zakonu, zadał mi pytanie: „a z kim chcesz, jako jezuita, pracować”? Odpowiedziałem: „z młodzieżą oazową”. Pamiętam, że ta odpowiedź nie za bardzo spodobała się mojemu rozmówcy, a mnie jego reakcja bardzo negatywnie zdziwiła. Dopiero po latach zrozumiałem, że moja wizja bycia jezuitą zamykała się do pracowania z ludźmi, którzy będą podzielali moje wartości, wizję świata i Kościoła.

2.
Co jakiś czas dostaję wiadomości, że „bliżej mi do grzeszników i tych, którzy są na bakier z nauczaniem Kościoła i Ewangelii, niż do tych, którzy starają się żyć z tym w zgodzie”. Wymienia się przy tym konkretne „grupy”: rozwodników, homoseksualistów, ludzi za in vitro, tzw. liberałów (cokolwiek by to miało znaczyć). Szczerze, przez jakiś czas mocno się zastanawiałem czy te osoby, które mi to komunikują nie maja racji. A to z tej racji, że może jest tak, że swoja postawą: gadaniem i pisaniem, przyklepuję zło, które czynią ludzie. W tych wiadomościach pojawia się tytułowe hasło: „wytłumacz się ze swojego postępowania”. Serio długo się nad tym zastanawiałem.

3.
W Ewangelii słychać zarzut: „Jezus jest przyjacielem celników i grzeszników”. Chadzał do nich na kolacje, rozmawiał z nimi, a oni, jak to widać w Ewangeliach, nie bali się Go, lubili z Nim być. Za to bardzo nie lubili Jezusa, wręcz Go zwalczali, a na końcu doprowadzili do Jego śmierci, ludzie pobożni, znający Prawo, przestrzegający przepisów religijnych. Ci, którzy uważali, że postępują dobrze i mają rację, nie lubili towarzystwa Jezusa. On burzył ich święty spokój, rozwalał ich poukładany, religijny świat. Jezus w Ewangeliach jest taki, że bardzo często ostro traktuje tych ludzi, oni się rozmijają.

4.
Jestem grzesznikiem, nie jestem Jezusem, nie wchodzę w dywagacje: „co zrobiłby Jezus”? Raczej patrzę na Niego i zastanawiam się, co ja mam zrobić. On jest kimś innym ode mnie, jednak patrząc na Jego sposób działania, to tak – chcę być przyjacielem grzeszników i tych, którym nie po drodze z Kościołem i jego zasadami. Nie, nie jestem księdzem błogosławiącym grzech, ale chcę być (i mam nadzieję, że tak trochę jest) kimś, kto staje po stronie grzeszników. Bo On stawał po stronie grzeszników, co więcej – stanął w jednej kolejce z grzesznikami. I to z nimi jadał kolacje.

5.
Tak, jestem bardziej wyrozumiały dla tych, którym nie po drodze z Kościołem niż dla tych, którzy w tym Kościele dobrze się odnajdują. Mówiąc przykładem ostatnich tekstów: bardziej jestem wyrozumiały dla osób związanych z WOŚP niż dla osób będących na pielgrzymce kibiców. Dlaczego? Na pielgrzymkę jadą ludzie, którzy wierzą w Boga, są w Kościele (to nie jest złe), ale bardzo często są tymi, którzy krzyczą głośno o „oczyszczaniu” świata z grzeszników i ludzi, którzy według nich czynią zło. Domagają się w przestrzeni publicznej sprawiedliwości i wprowadzenia „naszego prawa”, a wszystko to, bardzo często podparte jest autorytetem Boga. Oczywiście to ich prawo i ich wybór. Z drugiej strony mamy ludzi, którzy pogubili się w życiu, często żyją w sprzeczności z nauczaniem Kościoła.  (Ten podział jest bardzo uproszczony.)

6.
Jak to jest, że wobec jednych jestem wyrozumiały, a wobec drugich taki szorstki i wymagający? Z bardzo prostej przyczyny: „komu więcej dano, od tego więcej wymagać się będzie” – rozumiem to tak, że skoro ktoś otwarcie mówi, że spotkał Jezusa, żyje Jego zasadami, to ja mam prawo (tak jak i ktoś ma to prawo wobec mnie) wymagać od niego postępowania ewangelicznego. Od kogoś, kto jest z Jezusem „na bakier” nie mam takiego obowiązku, bo on najpierw musi tego Jeuzsa spotkać i poznać. My – wierzący, nie spotkaliśmy Jezusa po to, by później wziąć Go jako bicz i walić nim po niewierzących. On, owszem oczyścił biczem świątynię, ale to nie byli poganie – ci, których wyrzucił ze świątyni…
Jezus, wobec pobożnych jest ostry i wymagający. Jezus, wobec grzeszników jest bardzo miłosierny. Ja zawsze będę bardzo krytyczny wobec tych, którzy znają prawdę i tą prawdą się afiszują. Zawsze będę krytyczny wobec tych, którzy w imię Boga, pokazują swoją lepszość (oczywiście wiem, że tego wprost nie zrobi, ale to widać), nie mam wobec nich zrozumienia, w tym sensie, że w imię Boga pogardzają grzesznikami. A ci, spoza zawsze będą dla mnie ludźmi, wobec których będę bardziej wyrozumiały. Dlatego, że to jest jedyny skuteczny sposób pozyskania ich dla Boga. Tak – według mnie – robił Jezus, a ja próbuję Go naśladować.

7.
Chciałem na początku swojego życia zakonnego pracować z takimi jak ja, bo to jest wygodne. Dobrze jest stworzyć sobie elitarny klub, a wszystkich poza nim nazywać złymi. Już prorok w ST mówił o złych pasterzach, którzy wybierają tłuste owce dla siebie, a zabiedzone zostawiają. Nie na tym polega ta „robota”.

8.
Czy się wytłumaczyłem? Ja myślę, że tak, ale wiem, że dalej Cię nie przekonałem.