Zaznacz stronę

Jezus powołał dorosłych mężczyzn. Zapewne większość z nich miała już ustalony sposób na życie, który sam w sobie jest czymś dobrym. Potrzebujemy przecież jakiegoś punktu odniesienia w naszym myśleniu, ale takie wypracowane schematy mogą też życie zabić (szczególnie w mężczyźnie).

I myślę, że Jezus pojawił się w życiu tych facetów właśnie w takim momencie. Pojawił się z konkretnym zadaniem. A zadanie ożywia faceta, rozszerza jego perspektywy, pokazuje nowe możliwości. Mówiąc językiem przyrody, Jego oferta pokazała im, że ich życie może się jeszcze zazielenić, może przyjść znów wiosna.

Wchodzimy w dramat codzienności, organizujemy sobie życie i zapominamy o tym, co istotne.  Budujemy sobie teorie, poparte codzienną praktyką, że mówienie o Bożej Wizji na nasze życie, o Wielkiej Przygodzie to pogaduszki dobre dla wielbicieli Eldredge’a, albo spasionych księży, siedzących przy biurkach i wymyślających nowe metody ewangelizacji.

Łatwiej tak powiedzieć o owych księżach, niż o Jezusie, ale przecież On zrobił to samo. Pokazał im, że ich życie może się zazielenić, że mogą wyruszyć na realną Wielką Przygodę. Bo czyż wyruszenie bez zabezpieczeń (wbrew ich codzienności) nie jest właśnie wyjściem na Wielką Przygodę? A wcześniej im mówi: róbcie coś niesamowitego, coś co sprawi, że innym szczęki odpadną, róbcie to za darmo, róbcie z mocą i spektakularnie. Nie mówi: idźcie w kolejne pobożności, grupy parafialno – kościelne, ale wyjdźcie panowie do innych, do potrzebujących realnie waszej pomocy, do chorych, do ludzi z pokręconymi historiami, uzdrawiajcie i wyrzucajcie złego. Nie bawcie się w oceniaczy i opisywaczy rzeczywistości, nie znaczcie innych, że są źli, że są zagrożeniem, ale idźcie i wszędzie uzdrawiajcie i głoście.

Bez podjęcia misji umrzesz w swojej religijności. W teoriach pobożnych. Jeśli twoja misja nie będzie sprawianiem lepszego świata (innym), to będziesz się kręcił wokół siebie i coraz bardziej będziesz zakręcony na sobie. Będziesz wymyślał coraz to nowe problemy i zagrożenia. Człowiek, mężczyzna w misji, naprawdę głoszący, uzdrawiający, nie ma czasu na rozprawianie się z „rzeczywistością wirtualną”. Można oglądać zieleń na zdjęciach, a można pozwolić, by życie się zazieleniło. Masz moc, On ją daje. Tylko skorzystać. Jest jeden „szkopuł”, nie przekonasz się o jej prawdziwości do momentu, kiedy odważysz się działać.

SŁOWO