Zaznacz stronę

SŁOWO
Trzech mężczyzn wyruszyło w drogę swojego życia. Całe życie czegoś szukali i żyli przeczuciem, że to, co osiągnęli do tej pory nie jest wszystkim na co ich stać i czego chcą.
 Wyruszają w podróż mając gwiazdę za mapę, tak najpierw trafiają do Jerozolimy. Być może pierwszy raz w życiu, być może nigdy wcześniej nie spotkali ludzi wierzących w Jedynego Boga.
 Zapewne wielkie tłumy przychodziły do Jerozolimy. Z różnymi intencjami. Pohandlować, złożyć ofiarę w Świątyni, może zaczepić się u jakiegoś rabina, by postudiować Pismo. Wśród tego tłumu pojawiają oni. Wiedzą tylko tyle, że narodził się Ktoś ważny. Do końca nie wiedzą Kto. Mając mało danych, ale wielkie pragnienie, dotarli do celu.

Czasem wpadamy w takie pułapki myślowe, że z Bogiem można być blisko tylko wtedy, kiedy dużo o Nim wiemy, kiedy mamy w miarę dobre i logiczne argumenty. Tymczasem to, co zasadniczo konieczne to pragnienie.

Owi wędrowcy odnaleźli w sobie silne pragnienie spotkania Nowego Króla. Ich pragnienie jest tak mocne, że szukają. Musieli narazić się w tej wędrówce na śmieszność. Co mogli powiedzieć w swoich ojczyznach – że idą szukać nowego Króla i wiedzą tylko tyle, że świeci gwiazda? Na dworze Heroda – podobnie. Ściągnęli na siebie szpiegów, podejrzliwość i nienawiść Króla. Nikt nie lubi rywali. Tym bardziej nieznajomych.

Ci trzej są zachętą, by znów zapragnąć innej relacji z Jezusem. Relacji nowej, niebezpiecznej, nie opartej na pewności i interesie, tak czy inaczej rozumianym. Patrząc na nich widzimy bardzo wyraźnie, że szukanie Boga nie może mieć w sobie nic z ciepłych papci. Musi być wyjściem w nieznane; czymś, co pierwsze czytanie opisuje, jako drżenie i rozszerzenie serca.

Kiedy ostatnio moje serce drżało i się rozszerzało? Kiedy ostatnio, pozwoliłem sobie na pragnienia, które nie są szablonowe, powielaniem czegoś starego? Czy moje poszukiwanie Boga jest związane z niebezpieczeństwem narażenia się?

To kolejni ludzie w historii Boga i człowieka, którzy wyruszają. Wyjście jest sprawą szalenie ważną. Łatwiej jest zostać w bezpiecznym miejscu, domu, obozie, relacjach czy układach. Jest tak, bo boimy się niebezpieczeństw, spraw które mogą się innym nie spodobać, które zburzą lub zachwieją utartym myśleniem i działaniem. Owszem są w nas tęsknoty za wyjściem i podróżą, ale na tęsknotach często się kończy. Dajemy wiarę słowom złego ducha, że wszystko i zawsze będzie po staremu. Jak Herod z Ewangelii. Nie może być żadnego Mesjasza, ja rządzę. Zbudowałem sobie bezpieczny świat i tak ma zostać. Tylko, że to kłamliwe zdanie zabija w nas nadzieję, jest jak refren w rodzinie alkoholika. Zawsze tak było i będzie, może i nawet chcielibyśmy coś zrobić, ale nie potrafimy. 
Żeby się temu nie dać, musimy zrobić, to co zrobiło tych trzech, patrzeć dalej, uczepić się jakiejś jednej gwiazdy, wskazówki i pozwolić nadziei się obudzić.

Te trzy postaci są dobrą odpowiedzią na pytanie, jak żyć pragnieniami. Nadzieja. Ona jest swoistym lekarstwem na rezygnację, na czarno widzenie. Podobnie jak trzem mędrcom potrzeba nam wyobraźni. 
Ci trzej przeszli zapewne długą drogę. Na drodze musiało dosięgnąć ich, to co spotyka wielu podróżników – zwątpienie, rozpacz, utrata sensu i celu, a co doświadczeni wędrowcy nazywają demonem południa. Czyli stan, w którym wydaje się, że nie osiągam celu, wtedy przychodzi chęć zrezygnowania, pójścia z powrotem, albo na skróty. To nie była prosta droga, którą możemy opisać w jednym lakonicznym stwierdzeniu, że dotarli do celu.
Ich jest trzech. Można na nich popatrzeć też symbolicznie. Długo przed przyjściem Jezusa, do Abrahama i jego starej żony przyszło trzech Aniołów z Dobrą Nowiną o synu. Bóg objawia się nam jako Trójca. Może pójście śladem tych trzech jest tak naprawdę pójściem za samym Bogiem?

Kiedy już do Niego dotarli, pojawił się kolejne zaskoczenie. Znak, Osoba, której tyle poszukiwali, okazała się niemowlakiem. W małym dziecku, urodzonym, jak zwykły biedak, rozpoznają Cel i Kres.
 Jednak zanim przyjmiemy to za oczywistość, warto się zapytać, co musieli czuć trzej dojrzali mężczyźni, po długiej wędrówce swojego życia, kiedy zobaczyli Dziecko? Żadnych wielkich rzeczy, żadnych fajerwerków, czasem tak może być, że po długiej, ciężkiej wędrówce, kiedy oczekujemy wielkich spraw, okazuje się, że Bóg daje się w prostym znaku, całkowicie niespodziewanym i innym, niż nasz wymarzony.

Objawienie Boga w twoim życiu prawdopodobnie nie będzie wielkim splendorem, będzie znakiem, do którego potrzeba zaufania Bogu i sobie. Takim znakiem był znak dziecka.