Zaznacz stronę

SŁOWO

Zacheusz. Zwykły człowiek. Miał pracę, całkiem intratną, bo wtedy celnik miał realną władzę, która przekładała się na portfel. Można powiedzieć, że doszedł do wszystkiego, do czego dąży człowiek, od wieków, również my. Stabilizacja – rzeczywistość bardzo pożądana i dobra; a z drugiej strony to rzeczywistość, która niszczy. Zabija w nas kreatywność i życie głębią. Zaczyna się ślizganie, szarość, beznadzieja, wegetacja i bylejakość.

Bóg na szczęście nie wpisuje się w taki schemat, jest „Panem, miłośnikiem życia! Bo we wszystkim jest Jego nieśmiertelne tchnienie” (Mdr). Można powiedzieć, że Zacheusz posłuchał w końcu swojego serca, nie moralnych wymogów, ale serca, które podpowiedziało mu, że jest stworzony i zaproszony do świętego romansu. Odkrył, że jest w nim wpisana tęsknota za przygodą. Nie potrafił tego racjonalnie opowiedzieć, więc działa niepoważnie, jak na swój wiek i urząd wlazł na drzewo.

Co jest owym pragnieniem romansu? To jest to coś, co nas pcha do przeżycia czegoś niezwykłego, do doświadczenia rzeczy niecodziennych, to te przebłyski, kiedy wydaje się nam, że wcale nasza codzienność nie musi być monotonna. Drugim przejawem tego pragnienia jest tęsknota za bliskością. Ciągle odczuwamy brak obecności.

Te dwa pragnienia, różnie, na różnych etapach, pojawiające się w naszym życiu, ciągle się przeplatające, są tym, co nas pcha do tego, co odczuł Zacheusz: „Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest”. „Nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu”. Nieustannie w naszym życiu pojawia się jakaś przeszkoda: niski wzrost, problemy codzienności, choroba dziecka, zły nastrój żony, frustracja męża, nierozumiejący rodzice, demony przeszłości. W tym momencie wielu z nas się poddaje. Wprawdzie mamy przebłyski, że może dobrze byłoby zaszaleć, zobaczyć tego Jezusa, posłuchać serca, ale zaraz pojawia się bardzo praktyczna przeszkoda – jestem za mały, a na drzewo nie wejdę, to jest niepoważne. W końcu jestem już poważnym człowiekiem.

A nawet, jeśli odważę się wejść na drzewo, nawet jeśli jakimś cudem spotkam się z Nim, to zaraz znajdą się głosy, żeby dać spokój. Trzeba umieć zrobić to, co zrobił Zacheusz i Jezus – nie słuchać. Robić swoje. Pierwszy oświadcza, że swoim szczęściem podzieli się z innymi. Drugi nie wdaje się w dialogi, przypomina, że tylko człowiek, który odkryje swoją nędzę, posłucha odwiecznego pragnienia serca, spotka się z Bogiem.
W walce o przeżycie świętego romansu, czyli odkrycie swoich pragnień i pójście za nimi, w walce o Boga w swoim życiu, bo o Niego idzie i w romansie i pragnieniach, zawsze znajdą się ci, którzy wyśmieją nasze wejście na drzewo. I to jest normalne. Nie warto wtedy zatrzymywać się by im tłumaczyć, by z nimi walczyć, trzeba po prostu iść do przodu.
Paweł pisze: „aby w was zostało uwielbione imię Pana naszego Jezusa Chrystusa – a wy w Nim – za łaską Boga”. Zwracam uwagę na słowa: „a wy w Nim”. Mamy być uwielbieni. Można przejść nad tym do porządku dziennego, a można też uświadomić sobie, że ten niepozorny wtręt w zdanie wszystko wywraca do góry nogami. Mamy być uwielbieni. Nasze uwielbienie Boga nie jest poddaństwem, jest źródłem uwielbienia nas. Znaczy to tyle, że Bóg stawia nas na równi ze sobą samym. Uwielbienie Boga polega na tym, co św. Ireneusz zamknął w zdaniu: „chwałą Boga, jest człowiek żyjący pełnią serca”.

Mamy żyć, nie wegetować. Mamy realizować swoje najgłębsze pragnienie wejścia w święty romans, jako mężczyźni i kobiety, każdy na swój sposób. Służba Bogu i życie z Nim wymaga od człowieka zdecydowanego opowiadania się i swoistej gwałtowności. Chrześcijaństwo nie ma nic wspólnego z medialną papką, w której redukuje się naszą Drogę do in vitro, klerykalizmu, problemów moralnych, czy pedofilii. Ono jest życiem. Jest uwielbieniem człowieka w Bogu. „Ono jest, jak sól, która nadaje smak codzienności. Ono sprawia, że więcej barw pojawia się w szarówce dnia. Ono ze zwykłości czyni niezwykłość. Nie jest głupią wesołością! Dostrzega wymiar poszukiwań, wysiłku, zmagań (z samym sobą i innymi) czego przykładem jest na pozór ustabilizowany Zacheusz” (o. R. Więcek SJ).

Czego chcesz: stabilnego schematu, czy życia?