Zaznacz stronę

(właściwe kazanie)

SŁOWO

Za Jezusem szły tłumy… 

On się odwrócił i wtedy powiedział: jeśli, kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie. Zobaczcie, Jemu nie zależy na tłumach chodzących za Nim. Jezus, z „tłumu” przechodzi do zwrócenia się do poszczególnych ludzi. Nie dlatego, że gardzi tłumami, ale Jemu zależy na tym, byśmy my się nie czuli tłumem, byśmy wyszli z tłumu i poszli za Nim. Tłumy są różne. Ten w kościele, ten na ulicy, w pracy, w sklepie, ale i w naszych rodzinach często. 

Pójście za Nim, z decyzji, nie w tłumie ludzi, sprawia, że buduje się moja nowa tożsamość. To JA zdecydowałem się na związanie swojego życia z Panem.To ja biorę swoje życie i mam w tym życiu pasję (to jest owy krzyż). Pan Jezus mówi, że mamy wziąć SWÓJ, nie Jego krzyż. Kiedy patrzymy na Jego krzyż mamy zobaczyć w nim sposób życia. On ukochał ludzi, a konsekwencją tej miłości było cierpienie i śmierć. Każdy, kto kochał lub kocha, wie, że miłość nierozerwalnie związana jest z cierpieniem, a często nawet z śmiercią. 

Kiedy wiążę swoje życie z Nim, to moje współżycie z innymi zmienia nasze relacje. O tym mówi II czytanie. Stary Paweł, który kiedyś swoje życie związał z Jezusem, czuje swój koniec i co robi? Prosi za swoim umiłowanym uczniem Onezymem, by Filemon się nim zaopiekował. Paweł wie, że niewolnik Onezym, własność Filemona, który najprawdopodobniej go jeszcze okradł, jest owym krzyżem, o którym mówi Jezus. Obaj: Filemon i Onezym nawrócili się na chrześcijaństwo, nie wiedząc o sobie nawzajem. Paweł o tym wiedział; wiedział także, że odesłanie Onezyma do jego pana, nawet w sytuacji, gdy jest on chrześcijaninem, wiąże się z dużym ryzykiem. Paweł wręczył więc Onezymowi list, w którym odwołuje się do serca Filemona. Ten list to jeden z najkrótszych tekstów NT, a jednak jest tak ważny, bo przekładający Ewangelię na praktykę życia, że czytamy go w naszych kościołach po dwudziestu wiekach.

Chrześcijaństwo wprowadza nowe relacje międzyludzkie, w których zwykłe kategorie podziału społecznego przestają się liczyć. Zostają wypełnione, w swoim zwykłym porządku (wtedy to był zwykły porządek), nową siłą – miłością.

Skoro wiążemy swoje życie z Jezusem, musimy to przekładać na relacje. Nasza duchowość, pobożność nie może być zawieszona w próżni, ona nie sprawdza się w skupieniu na modlitwie, ale właśnie w bardzo konkretnych relacjach. W tym, w jaki sposób traktujemy innych, na ile umieramy dla nich z miłości. Umieramy dla swojego egoizmu. 

Jezus mówi dziś także o przewidywaniu. Daje przykład z budowania wieży i wojny. Po raz kolejny mówi: idź na całość. Zobacz, czy masz środki (pragnienia i miłość), by na serio stać się Jego uczniem. On nie wymaga by każdy człowiek stał się chrześcijaninem. To raczej my – ludzie Kościoła – chcemy budować i walczyć wszędzie i za wszelką cenę. By nas było dużo i byśmy byli silni. Jezus myśli inaczej. On nie chce tylko kolejnych deklaracji i tłumów. On chce uczniów, którzy wyznają i działają, czyli kochają. 

To przewidywanie nie jest piękną deklaracją: taka jest moja wola i siła, że będę supermocnym mężem, żoną, księdzem. Tego nie możemy zagwarantować. Chodzi o to byśmy dobrze użyli rozumu, czy my naprawdę chcemy iść za Jezusem. 

Ktoś powie: znów wymagania, znów ktoś mi, coś karze robić. Nie. Raczej Jezus dziś staje przed nami i zaprasza na wycieczkę. Taką realną – w wysokie góry, gdzie jest ryzyko, pot, brak komfortu, ale jest poczucie życia. To nie kolejna konsola do gry, którą można przejść siedząc na kanapie, a kiedy spadnie się w tej wirtualnej grze w przepaść, wystarczy włączyć start na nowo. 

I na koniec. Jezus mówi: niech pójdzie za Mną. Nie przede Mną, ale za Mną. Ważne to, bo chrześcijaństwo jest uczeniem się tego, że choć jesteśmy słabi, to idziemy za Większym, za Zbawicielem, który sam przeszedł drogę pasji. To jest nasza siła.