Zaznacz stronę

Gdy czyta się dzisiejszy fragment, widać, że wiara jest połączona z odwagą, że jedno uzupełnia drugie i z siebie nawzajem wychodzi. Żeby być człowiekiem wierzącym (nie tylko w Boga), trzeba być człowiekiem odważnym. Żeby być odważnym, trzeba wierzyć.

Jestem księdzem, który od początku swojego kapłaństwa, czyli od dziewięciu lat, mówi o walce i odwadze. O tym, że życie, nasza wiara, nasze chodzenie z Panem to walka. Z drugiej strony, jednym z najczęściej wypowiadanych przeze mnie słów przed sobą, Bogiem i przyjacielem, jest słowo – boję się. Tak było też z Piotrem, który mówi: wierzę i odważnie chodzi po wodzie, a za chwilę się boi i zaczyna tonąć.

Czasem ludzie mówią: pozwolę sobie na to, by być taką mamałygą przed Bogiem, może jak zdramatyzuję swoją sytuację przed Nim, będę każdego dnia robił spektakl ze swoimi słabościami i ranami, to On w końcu się zlituje. A On nic. On tylko powtarza swój refren: Przyjdź. Co znaczy dla Ciebie dziś Jego przyjdź? Z czego masz wyjść i po czym pójść, by odpowiedzieć na to zawołanie?

Z jednej strony musimy być odważnymi, ale też pamiętać, że życie w zgodzie ze sobą, ostatecznie z Bogiem, polega też na umiejętności zaakceptowania, pokochania swojej niepewności, tego jaki jestem. Nie jakim chcieliby mnie inni, jakim ja bym chciał być, ale jaki jestem. To nie ma nic wspólnego z postawą – jestem już dojrzały, a więc nie muszę się zmieniać. Nie, do zmiany jesteśmy wezwani przez całe życie, bo skończymy jak Piotr – w wodzie. Piotr zaczął cwaniakować. Znam Jezusa, On chodzi po wodzie więc i ja potrafię.

Co może to wszystko znaczyć w codzienności? Swego czasu Steve Jobs miał niezłe przemówienie do studentów, podczas którego powiedział m.in.: Wasz czas jest ograniczony, więc nie marnujcie go, żyjąc cudzym życiem. Nie wpadajcie w pułapkę dogmatów, żyjąc poglądami innych ludzi. Nie pozwólcie, żeby hałas cudzych opinii zagłuszył wasz własny wewnętrzny głos. I najważniejsze – miejcie odwagę kierować się sercem i intuicją.

Ktoś powie – zwykła mowa motywacyjna. Ale czy tego nie uczy nas dziś Chrystus? Mówi: wyjdź z łódki, możesz chodzić po wodzie. Nie mówi: wyobraźcie sobie taki obrazek, że jest pewien człowiek, który chodzi po wodzie, to obraz wiary. Nic z tych rzeczy – On mówi: wyjdź z łodzi.

Wszyscy siedzimy na jakieś łodzi, która wydaje się być bezpieczna na morzu, które straszy. Jedni siedzą na tej łódce i trzęsą cztery litery ze strachu, pokazując Bogu, jak bardzo się boją; inni siedzą na bezpiecznej łódce i aby nie pokazać strachu, cwaniakują. Znamy przecież takich, co mówią: ja pokażę temu morzu, jak się tylko z nim spotkam. I do jednych i do drugich jest to przesłanie: wyjdź z łódki. Przestań myśleć o tym, co inni powiedzą, przestać okopywać się w tym, co ci inni mówią, nawet jeśli to jest Kościół. Bądź chrześcijaninem, bo chcesz nim być, a nie dlatego, że to bezpieczniejsze. Co z tego, że wiesz kiedy pościć, kiedy dzwonić i klękać na Mszy? Co z tego, że świetnie znasz katolicką moralność, co z tego, że wchodząc do konfesjonału nawet nie możesz sobie uświadomić ciężkich grzechów, bo starasz się przestrzegać prawa? Co z tego, skoro Twoje serce drży ze strachu?

A może by tak spróbować przeżyć jeden dzień od początku do końca kierując się sercem i intuicją. Może nawet zgrzeszysz w tym dniu, ale zobaczysz, ile w Tobie jest siły, namiętności. Wielkości i małości. Nie bądź niewolnikiem, ale bądź wolnym, który wyłazi z łódki i idzie, nawet wtedy, kiedy inni się śmieją.

SŁOWO