Zaznacz stronę

VLOG

To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nie byśmy byli pobożni, moralnie poprawni, czy ciągle umartwieni (choć to czasem by się nam przydało). Mówi o tym, byśmy się wzajemnie miłowali. Jak? Tak jak On nas umiłował.

Jezus nie jest nauczycielem, który w niebieskiej koszuli i nienagannie przyciętym garniturku, zza zielonego stolika nakazuje nam miłość wzajemną. Jest Kimś, kto został poniżony, kto sam na to pozwolił. Nie jest też tylko człowiekiem, który pozwolił na to, by Go zbić i zabić. To byłby przejaw masochizmu. Jest też Bogiem, który nie skorzystał z swojej chwały, nie możemy o tym zapominać, kiedy za Nim idziemy. Nie chodzi o to, by Go podziwiać jak prototyp Supermena.

On jest Bogiem, który odziera się ze swej wielkości, by nauczyć nas, jak kochać i właśnie w tym odarciu jest sedno miłości. Ile razy każdy z nas zasłania się nadmuchaną dumą, myśląc, a później mówiąc, że: ja z tym kimś nie będę gadał, to on zawinił, to jego wina, w ogóle ze ścierwem się nie gada. Ile razy w ostatnim czasie padło z moich ust potępienie wobec drugiego człowieka, wroga? I jak zawsze nie chodzi o to byśmy się negatywnie oceniali, ale byśmy chcieli się po prostu uczyć. Jeśli ktoś uczciwie decyduje się na naukę, to musi powiedzieć sobie wpierw, że czegoś nie umie, w czymś nie jest najlepszy.

Czasem może się rodzić taka postawa: jestem w Kościele, jestem blisko Pana, bo ja tak chcę, bo sam w swoim życiu o tym zdecydowałem. To prawda, że każdy z nas musiał się odważyć i zadecydować, jednak to nie cała prawda. Nie wyście mnie wybrali, ale Ja was wybrałem. Bóg Cię wybrał. To, że dziś idziesz (starasz się iść) Jego drogą, to Jego sprawka. Łatwo o tym zapominamy i nie tylko dlatego, że pamięć jest kiepska, ale także dlatego, że to niepamiętanie to furtka bezpieczeństwa.

Jeśli przyjmę, że to tylko moja decyzja, to zawsze na podstawie mojej przeciwnej decyzji mogę odejść, poluzować lub zmodyfikować warunki. Stać się człowiekiem miękkim, niewalczącym. A jeśli dołożymy do tego jeszcze brak pamięci o tym, że Jezus jest Bogiem, to bardzo łatwo zluzować, bo w sumie nic wielkiego się nie dzieje. Mówię to też dlatego, że sam się na tym nie raz złapałem, że może jednak można zmienić swoją drogę, że w sumie, choć to będzie trudne, to może dać sobie z nią spokój. Nie mogę tak myśleć, to nie ja siebie wybrałem, ja zostałem wybrany. Nie mogę być tylko dzieckiem, któremu się wydaje, że jest pępkiem świata, że od jego dobrej woli zależy, co i jak się na tym świecie dzieje.

To, że Bóg nas wybiera, to jedno. Ale On nas wybiera do roboty. Ja was wybrałem, byście szli i owoc przynosili. Najpierw szli. Nie możemy siedzieć w wygodnych fotelach, w galeriach handlowych, ze słuchawkami na uszach, w wygodnym świecie, w którym jest mi dobrze. To nie jest chrześcijaństwo. Mamy ruszyć nasze zacne zadki i iść. Mamy iść i być w drodze. Żeby się zebrać i iść, to trzeba się trochę zmęczyć, zaryzykować. Nie ma wędrówki bez decyzji. Nie na zasadzie jakoś to będzie. Potrzeba decyzji, że ja chcę się ruszyć. Po wtóre: owoc przynosili. To nie ma być ruch jałowy, ma być owocujący. Owoc może być różny. Od prostego pytania, które ktoś może sobie zadać, patrząc na mnie: co sprawia, że jemu się chce walczyć? Aż do konkretnych czynów. Do bycia innym, niż wszyscy. Nie w dziwactwie, ale w niepopularnych sprawach, takich jak uczciwość, wierność, czystość, trzeźwość czy miłość nieprzyjaciół.

SŁOWO