Zaznacz stronę

Chciałbym by na świecie były same idealne małżeństwa, by ludzie przestrzegali przykazań, by żyli w czystości, by nigdy nie zabijali dzieci nienarodzonych i bardzo kochali te, które się już narodziły. Chciałbym by na świecie byli sami dobrzy księża, by nie było wśród nas złodziei i pedofilów. Chciałbym by na świecie nie było biednych i głodnych i ludzi chorych na ciężkie choroby, które ich strasznie poniżają. Bardzo, szczerze chciałbym takiego świata.

Świat i ludzie, po prostu życie – są inni. Nie ma samych idealnych małżeństw, są aborcje, a nieczystość seksualna jest widoczna na każdym kroku. Księża bywają dobrzy, i zdarzają się wśród nas pedofile. Póki co świat jest pełen biednych i głodnych ludzi, a hospicja pełne umierających.

Bóg mógł świat zmienić jedną swoją myślą, mógł zawiesić naszą wolną wolę, a my byśmy byli z tym szczęśliwi. Wszystko mogłoby być, jak świat z pierwszego akapitu tego tekstu, ale nie jest. Co więcej, Bóg wymyślił sobie chrześcijaństwo – ludzi, którzy uwierzyli w to, że Jego Syn po brutalnej śmierci – Zmartwychwstał. Posłał nas Bóg, jak swojego Syna, do takiego właśnie świata, z wiarą w rzeczy niemożliwe, byśmy temu światu ogłosili Ewangelię, czyt. Dobrą Nowinę.

Przeczytałem dziś bardzo wulgarny tekst w… Gościu Niedzielnym. Ze zdjęcia wygląda, że młoda Pani Redaktor Ludwika Kopytowska (podkreślam wiek, nie by stanąć „nad” Autorką, ale pokazać jak bardzo nadziwić się nie mogę, że młoda osoba może mieć w sobie taką wulgarność), napisała tekst (został zdjęty przez Redakcję) pod tytułem: Brudny seks. Proszę o przeczytanie go we własnym zakresie, czynię to tylko z jednej przyczyny – nie chciałbym zostać oskarżonym o złe streszczenie. Rozumiem, że intencją Pani Kopytowskiej było pokazanie jak bardzo zepsutą moralnie osobę próbuje się nam pokazywać za wzór. Tak, mamy prawo do oceny postaw innych ludzi. Jednak nie mamy żadnego prawa – jako ludzie, a tym bardziej uczniowie Jezusa, do tak wulgarnego języka, by pokazać złe postawy. Nie ma żadnego sensu tak wulgarne podejście do osoby, by całość zakończyć apelem do modlitwy. To jest sprzeczne ze sobą. Tym bardziej nie rozumiem tego, że robi to kobieta na łamach gazety, która daje sobie prawo do tego by nazywać się niedzielnym gościem w moim (nie tylko) domu. Gdyby ktoś z ulicy wszedł do mojego domu i takim językiem opowiadałby o ludziach spotkanych na ulicy, bardzo grzecznie poprosiłbym go by w moim domu zamilknął, a jeśli nie potrafi, by wyszedł na zewnątrz.

Nie, nie bronię grzechów Pani Wisłockiej. Wystarczy skończyć – jak w moim wypadku – szkołę zawodową, by wiedzieć, że ta Pani miała bardzo trudne życie, a opisywanie tegoż życia, takim językiem nikomu nic nie pomoże. Wiem z doświadczenia, że takie teksty, pisane w czasopismach katolickich, utwierdzają tylko w niektórych z nas postawę tego, że nam, kiedy bronimy wartości wolno używać języka i środków, których innym zabronilibyśmy.

Pani Ludwiko, czy pozwoliłaby Pani swojej córce, powiedzmy 13 – letniej napisać wypracowanie z języka polskiego, takim właśnie językiem, którego Pani użyła?