Zaznacz stronę

Dziś mija pięć lat.

Wracam do tego wydarzenia po to, by powiedzieć, że jestem jeszcze bardziej przekonany o Bożej interwencji niż wtedy. To wydarzenie bardzo zmieniło moje życie i moje myślenie. Ono mi pokazało, że ważnych sprawach jest się samemu. 


Ojciec był ze mną, kiedy przyszedł impuls, przez Konrada, o napisaniu listu, a później był obecny w pokoju, który przynosiła mi modlitwa (moja i innych ludzi). Ojciec był obecny wtedy, kiedy nagle ci, którzy mnie wspierali, odwracali się i nie rozumieli. Ojciec był obecny w dziesiątkach listów i SMS, które otrzymałem, w rozmowach z przyjaciółmi i planach na przyszłość. Jego obecność, nie opuściła mnie ani na moment.


Zorientowałem się dość szybko, że dla przeważającej części znajomych i ludzi, był to po prostu PR-owy zabieg. Rozumiałem taki odbiór tego, co zrobiłem, nie wiem jak ja sam bym oceniał coś takiego. Ważniejsze jednak dla mnie było i jest, głębokie przekonanie, że zrobiłem coś, czego do końca sam nie rozumiałem, ale wiedziałem, że On tego chce.


Ten list i to, co działo się przez ten czas w moim życiu, mocno wpłynęło na moje życie. To był jeden z milowych kroków do zrozumienia, że On nie chce we mnie mocarza, wielkiego gościa, super kaznodzieję, świętego księdza, ale chce mnie – słabego, poranionego, często zagubionego i po ludzku często bardzo głupiego. Od tamtego wydarzenia i deklaracji oraz tego wszystkiego, co się wydarzyło, czuje w sobie wewnętrzne przekonanie, że choć dalej jestem słaby i poraniony, to On się mną posługuje, a ja mam prawo, by w Jego Imieniu mówić.


Ten czas nauczył mnie też (co nie znaczy, że zawsze o tym pamiętam i się do tego stosuję), że nie każdy środek jest dobry do tego, żeby bronić życia. Już chyba nigdy nie będę mógł użyć agresji do obrony życia, nie chcę już nigdy korzystać w tym celu z drastycznych zdjęć ciał ludzkich. Nauczyłem się tego, że w takich sprawach mogę działać tylko miłością i łagodnością. Może się niektórym wydawać, że to słabe i nieskuteczne środki. Są najskuteczniejsze, bo są boskie.


Bóg mnie uczył przez ten czas, że skoro pozytywnie odpowiedziałem na Jego prośbę, którą wyraził w moją stronę, a ja byłem gotów, by zająć się człowiekiem, to musiałem też nauczyć się delikatności. Właśnie jej, bo delikatny jest nasz Bóg, który zajmuje się nami, każdym z nas, jak dziećmi.
Nauczyłem się, że Bóg wbrew temu czego uczymy się w szkołach jest Kimś, kto kompletnie wymyka się naszemu myśleniu. Jest w nas potrzeba, by Boga zapisać w teologicznych definicjach, by powiedzieć, że: „Bóg tak działa, a tak już nie, że tu może być, a tu nie”, ale to jest tylko nasze założenie. W tym tygodniu, kilka razy słyszeliśmy historie o niezwykłych ciążach, o snach, o działaniu, które dziś zapewne nie przeszłoby przez wydziały kurialne. Nie podważam nauczania Kościoła, bo jestem Jego częścią, mam mandat tego Kościoła do nauczania. Dzielę się tylko moim doświadczeniem, tego, że Bóg jest większy od tego wszystkiego i choć mówimy, że On szanuje nasze ramy, to nie możemy Mu zabronić działać pomimo nich. Ignacy, w regułach o rozeznawaniu Duchów, przypomina o tej prostej sprawie: Bóg jest Bogiem i może wszystko. Każde stworzenie (łącznie ze złym) jest ograniczone, bo Bóg jest jeden.


Chcę publicznie, już nie w ukryciu, podziękować każdemu, kto mnie wspierał, modlił się za mnie i wyszedł z konkretną propozycją pomocy. Dziękuję wszystkim tym, którzy chcieli uzyskać informacje, wywiady, ale nie nalegali, kiedy odmawiałem. Dziękuję również tym, którzy się ze mnie naśmiewali, szydzili; wierzcie, było to mi bardzo potrzebne. To mnie nauczyło, że nie mogę od każdego człowieka wymagać akceptacji tego, co robię i jak robię, a kiedy spotykam się z nie akceptacją, to jest to mój „problem”, a nie całego świata.


Podczas tego czasu Bóg uczył mnie, że będąc chrześcijaninem, nie mam być wojownikiem biegającym z mieczem, ale pokornym świadkiem (tak, takim, który dostaje po twarzy i jest opluwany) Słowa Boga. Bóg uczył mnie, że jeśli Jemu ufam i patrzę na Niego, nie na siebie i swoje lęki, to choćby mnie pocięli i zabili, On zwycięży.


Ostatecznym kryterium mojej „pewności” są owoce, które są dobre. Nie znam ani jednego złego.


Pięć lat temu napisałem list w sprawie, którą wielu uznało za prowokację. Powyższy tekst jest podsumowaniem czasu od tamtego dnia, do dzisiaj.

LIST