Zaznacz stronę

„Nie każdy, który mówi Mi „Panie, Panie!”, wejdzie do Królestwa”.
Gdy czytamy te słowa, nie szperajmy nerwowo w swoim sumieniu, w czym znów zawaliłem, w czym jestem niewierny, co jest moim grzechem, gdzie moje słuchanie okazuje się budowaniem na piasku. Takie myślenie często nie prowadzi do niczego innego, niż chwilowego kaca moralnego.

Wypełnienie woli Ojca to nie jest niewolnicze wypełnianie obrzędu, religii i moralności. Wypełniać wolę Ojca, to przede wszystkim żyć prawdą, że jestem dzieckiem Ojca. Jeśli tym zaczniemy żyć, to naprawdę nasze życie, z pozoru szare i banalne, z wszystkimi jego bolączkami, nie będzie życiem w strachu i bezmyślnym powtarzaniem czegoś, do czego może nawet nie jesteśmy przekonani.

Ta Ewangelia jest fundamentalna, pokazuje, że przyjście Jezusa nie jest tylko tanim zabiegiem na pocieszenie utrudzonej ludzkości. Wcielenie jest wejściem Boga w nasz świat, w sposób już nie tylko duchowy, ale teraz fizyczny. I to jest niesamowicie dobra nowina dla każdego człowieka. Dobry Bóg nie jest tylko ideą, ale jest Kimś na wyciągnięcie ręki. Jego przyjście przekłada się na coś bardzo konkretnego: odtąd Bóg nie jest tylko Kimś, z kim należy się liczyć, ale staje się fundamentem wszystkiego.

Każdy dom jest złączony z fundamentem, trwałość domu jest uzależniona od jakości tegoż. Może pojawić się pokusa nieodpowiedzialnego gospodarza, który, mając stary dom, maluje tylko fasady. Dobrze to wygląda, ale jeśli nie zatroszczy się o stan fundamentów, a więc o tę część budynku, która nie jest do „pokazywania”, na nic się to nie przyda.

Zobaczmy dziś, na czym budujemy i na ile jesteśmy tylko fasadowym gospodarzem? Każdy, kto budował prawdziwy dom, wie, że trzeba zainwestować sporo w to, co jest „niewidzialne”, by zbudować coś trwałego. I na tym polega chrześcijaństwo, że wraz z przyjściem Jezusa uczymy się tracić, by zyskać solidny fundament.

SŁOWO