Zaznacz stronę

Kolejne spotkanie autorskie z książką #wrzenie, tym razem we Wrocławiu, za nami. Było nas kilkadziesiąt osób w różnym wieku, ale przeważali ludzie młodzi i w średnim wieku. Po kilku spotkaniach, widzę już, że ten projekt rzeczywiście ma sens, a dość mocno zacząłem w tę książkę powątpiewać.  

#wrzenie staje się taką małą platformą do tego, żeby ludzie mogli powiedzieć o tym, co w nich jest, co ich boli w moim Kościele, który bardzo kocham. Widzę (już nie tylko czytam w mediach), że w ludziach jest dużo gniewu, zawodu i często upokorzenia z powodu tego jak są traktowani przez ludzi Kościoła. To nie jest jakieś odkrywcze, że ludzie mają w sobie gniew na zło w Kościele, jednak jestem coraz bardziej przekonany, że nie ma dobrych przestrzeni do tego, by ten gniew wykrzyczeć.

Odkrywczym także nie jest to, że wielu ludzi nie ma problemu z wiarą w Boga, ale z wiarą w Kościół, jest sporo ludzi, szczególnie młodych i w średnim wieku, którzy nie chcą identyfikować się z Kościołem, który postrzegają jako grupę ludzie nie żyjących szczerze. 

Podczas dzisiejszego wrocławskiego spotkania, był taki moment, w którym jedna z osób zaczęła sporo mówić o politykach i bardzo ostro o Kościele, w wystąpieniu tej Pani podały też nazwiska niektórych dostojników kościelnych i polityków. W pewnym momencie trochę się przeraziłem, pomyślałem: jestem na tym spotkaniu, jestem księdzem i nie padają dobre słowa o konkretnych ludziach, wypowiadane są opinie polityczne, więc za chwile mi się oberwie, bo jest wiele osób, które twierdzi, że sama obecność na jakimś spotkaniu lub brak ostrego sprzeciwu jest równoznaczne z zgodą na słowa, które zostały wypowiedziane. Zauważyłem, że boję się konsekwencji nie moich słów, nie moich poglądów, a to przecież nie jest dobre, dojrzałe. Kiedy to sobie uświadomiłem, dałem sobie przestrzeń wolności, że nie muszę na wszystko reagować tylko dlatego, że ktoś myśli diametralnie inaczej ode mnie. Pomyślałem, że właśnie chyba o to chodzi też w Kościele, żebyśmy tworzyli taką platformę do tego, żeby ludzie mogli przy nas powiedzieć krytycznie, a nawet bardzo krytycznie, nawet jeśli nie mają racji. Jest źle, kiedy ludzie mają możliwość wypowiedzenia swojego bólu do Kościoła i o Kościele tylko w swoich zamkniętych grupach. Dobrze, żebyśmy tworzyli możliwości wypowiadania tego gniewu właśnie przy ludziach Kościoła, przy księżach. Myślę, że to jest jeden z pozytywnych owoców tej książki. Bardzo się z niego cieszę, chociaż dla mnie jest to trudna kwestia, bo niełatwo się słucha takich rzeczy, bo bolą, kiedy się kocha Kościół oraz dlatego, że to nie jest akceptowane.

Kościół nie jest tylko taki jak ja chciałbym go widzieć, nie jest tylko taki, jak widzą go ludzie w niego zaangażowani, ludzie spoza Kościoła mają w swoim bólu i gniewie wiele racji, i nie można tego ignorować. Słuchanie tego, rozmawianie z nimi, naprawdę nic Kościołowi nie zrobi złego, wręcz przeciwnie mamy narzędzia do tego, by z ludźmi spoza być i się z nimi naprawdę, w pokorze, spotykać.