Zaznacz stronę

VLOG

Niech Bóg da wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania. Kiedy ostatni raz zachwyciliśmy się swoim życiem, swoją drogą życiową? Kiedy ostatni raz popatrzyliśmy na swoje życie z wdzięcznością? Kiedy byliśmy wdzięczni sobie, że chce mi się żyć dobrze. Bogu, że mi to życie dał, w końcu innym, że w nim są? Jeśli dawno temu, to może warto to w końcu zrobić. Jeśli robimy to często, to nauczmy tego innych. Warto to robić, choćby z najbardziej banalnego powodu – innego życia mieć nie będziemy. Mamy tylko to jedno, które toczy się tu i teraz. Inny powód to kwestia zobaczenia, że nasze życie – to, które mamy, to, kim jesteśmy dla siebie, dla innych, jest, może być, powinno być źródłem naszego szczęścia. Mieć światłe oczy, o których mówi św. Paweł, to mieć oczy, które chcą i dostrzegają nadzieję, która płynie z tego, co mamy, z tego, że życie idzie do przodu, że możemy nieustannie wychodzić z naszych upadków, zranień. Owe oczy to nic innego jak chęć dostrzeżenia tego, że w swoim życiu, pomimo wszystko, jestem autorem dobra.

Obchodzimy dziś Wniebowstąpienie Pana. Pierwsze czytanie mówi o tym, jak po Jego Wniebowstąpieniu apostołowie stali i patrzyli się w niebo. Trzeba było anioła, który im powiedział: po co patrzycie w niebo? Nie ma co stać i patrzeć, trzeba iść dalej. Jezus odszedł, ale – jak sam powiedział – pożyteczne jest moje odejście. Jak to pożyteczne? – ktoś powie. Lepiej, żebyś tu był, byśmy Cię mieli pod dostatkiem, byśmy nie musieli się trudzić jakąś wiarą, po co marnować energię? Pożyteczne, bo Jego odejście zmusza nas do niepatrzenia w niebo, ale do wzięcia się, do roboty, do działania nieczekania, aż cud się stanie. Jego odejście robi miejsce na Ducha Świętego, który wszystkiego ma nas nauczyć. A to znaczy, że korzystając z Jego mądrości mamy myśleć, decydować i w końcu działać. Już nie ma Jezusa, który nakarmi tłumy, nie ma cudotwórcy, który uzdrowi chorego, jesteśmy my z Jego Duchem. My mamy działać, mamy leczyć tych, co chorzy, mamy podnosić, pomimo swojej słabości, tych, co mają się słabo. W tym sensie Jego odejście to nic innego jak nasze dojrzewanie. Dojrzewanie, czyli stawanie się ludźmi dorosłymi, odpowiedzialnymi.

W dzisiejszej Ewangelii jest napisane, że Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga. A więc nie tylko mają wrócić do działania, do odpowiedzialności i pracy, ale mają wrócić z radością, by wielbić Boga. Ktoś powie: kto dziś ma czas na to, by wielbić Boga? Od wielu już lat uczę się patrzenia na swoje życie. Uczę się dostrzegać, jakie jest, w szczegółach. W jakim celu? Ano właśnie po to, by umieć się cieszyć, by dostrzegać całe to dobro, które się wydarza tu i teraz. Na tym polega nieustanne wychwalanie Boga, nie na nudnym śpiewie tych samych fraz, ale na zachwycie swoją codziennością, na patrzeniu na nią, nie by szukać zła, ale dobra, w sobie i w innych. To jest kwestia podejścia do życia, kwestia mojej decyzji, czego w moim życiu szukam?

Jak to wszystko ma się do Wniebowstąpienia? Jezus nie przeniósł się na jakąś chmurkę. On, jeszcze za swojego ziemskiego życia, mówił, że Królestwo Boże jest pośród nas. Między nami mamy Go szukać, nie wpatrywać się w chmury. Mamy popatrzeć na siebie nawzajem i w drugim dostrzec człowieka, w końcu Jego. To jest strasznie trudne, kiedy musimy zmierzyć się ze sprawami, które po ludzku nas przerastają. I tu warto pomyśleć choć o jakiejś jednej, konkretnej sprawie. Kiedy stajesz przed czymś, co najlepiej byłoby wymazać z rzeczywistości, ale w życiu nie ma klawisza delete. Albo czytamy dalej, albo stoimy w miejscu, cofnąć się nie da. I wtedy możemy sobie powiedzieć: idziemy dalej, a to znaczy, przestajemy się użalać nad tym, co teraz jest trudne, i na miarę naszych możliwości szukamy tego, co może być dobrem w sytuacji granicznej.

Wy – my – jesteście tego świadkami. Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka. Mamy wszystko, jesteśmy dobrze obdarowani we wszystko, co potrzebne. Więc nie mówmy, że nie mamy, nie uchylajmy się – idźmy, zróbmy to, czego ziemskiemu Jezusowi nie udało się dokonać.

SŁOWO