Zaznacz stronę

Dzisiejsze teksty są o władzy. Jezus miał władzę absolutną, ale z niej zrezygnował. Była to władza tak wielka, że mógł zmienić scenariusz, sposób naszego zbawienia. A jednak tego nie czyni. Nie wykorzystuje swojej władzy, by sobie zrobić dobrze, ale by nam  ułatwić zadanie. Jak choćby w Ewangelii – daje nam Matkę.

Cierpienie, a w jego następstwie śmierć Jezusa, były konsekwencją tego, co wielokrotnie głosił. Kto straci swoje życie, znajdzie je. I myślę, że właśnie w kluczu tego zdania jest sens wspominania Męki Pana i dziś Jego cierpiącej Matki.

Wszyscy kiedyś fizycznie umrzemy. To najpewniejszy fakt. Wszyscy umierają. To prawda, ale prawdą jest też to, że niewielu ludzi żyje. Większość z nas ma jeden cel: święty spokój. Stworzyć sobie takie warunki – rozwoju, dojrzewania, pracy i życia, by mieć spokój. By zachować swoje życie. By władzę, którą mamy nad: przyjaciółmi, dziećmi, rodzicami, współmałżonkami, współbraćmi wykorzystać, by na równi być z Bogiem.

Cały czas większość z nas się boi. O przyszłość, o teraźniejszość, o zdrowie, o ilość zer na koncie. O swoją reputację, o swoje uczucia, by nie zostały zranione, i cała masa innych lęków. Warto je nazwać. Mamy wbrew pozorom wielką władzę. My tylko udajemy, że jej nie mamy. Łatwiej nam wchodzić w taką pseudopokorę i to wcale nie ze względu na Boga, ale na nas samych, bo kiedy przed sobą gramy sieroty pozbawione władzy, łatwiej nam usprawiedliwić świństwa, które czynimy.

Władza, o której mówią dzisiejsze czytania, by była władzą dobrą, musi być odważna. Nie brawurowa, nielicząca się z nikim i z niczym, ale odważna. A odwaga jest sprzecznością samą w sobie. Bo ona oznacza silne pragnienie życia połączone z gotowością na śmierć. Każdy, kto próbuje drugiemu pomóc, liczy się z tym, że może stracić życie. Ale wchodzi w to, bo wie, że właśnie ta pomoc jest prawdziwym życiem. Postawienie czyjegoś życia nad swoje jest odwagą i prawdziwą władzą. Nie chodzi o staranie się, by mi było dobrze i wygodnie, by na moim stanęło ostatecznie. To czysty egoizm.

Co nam przyjdzie z czczenia krzyża Jezusa, z czczenia Jego Matki, którą dziś nazywamy Bolesną, co nam przyjdzie z kontemplacji Ich cierpienia, kiedy sami za wszelką cenę chcemy to życie zachować i żyjemy w lęku, by nikt nam go nie odebrał lub nie przemeblował?

To dzisiejsze wspomnienie nie jest zachętą do oglądactwa cierpienia Maryi, ale do wzięcia Jej do siebie, a to znaczy, do wzięcia słowa Jej Syna.

Kto chce zachować swoje życie, straci je. I tak umrzemy. I tak podzielimy los innych, co przed nami umarli. Pytanie: czy umrzemy jako ludzie żyjący z pasją, oddaniem, czy jako ludzie za wszelką cenę chcący zachować swoje życie?

SŁOWO