Zaznacz stronę

VLOG

Dziewiętnaście lat temu, w maju, byłem niespełna 21-latkiem. Kończyłem technikum wieczorowe, miałem za sobą już przeszło trzy lata pracy. Każdy mój dzień zaczynał się około godziny piątej, siadałem przy biurku i piłem kawę, później autobus/rower i dojazd do pracy. Czasem czułem się potrzebny, czasem kompletnie zbędny na tym świecie. Byłem chłopakiem, który mało się odzywał, był chudy jak ołówek (chyba trudno w to uwierzyć), mało jadł i wydawało się mu, że niewiele znaczy.

Była tylko jedna sprawa, która sprawiała, że każdego dnia chciało mi się rano wstawać, a popołudniami  iść do szkoły. Tą myślą było pragnienie zrealizowania marzenia, które trawiło moje serce od kilku lat. Zostać jezuitą.

Moi nauczyciele, a później ojciec prowincjał, który mnie przyjmował do Towarzystwa, podkreślali, że z moim intelektem kiepsko to widzą. Moi znajomi podśmiewali się ze mnie. Nigdy nie występowałem publicznie, zawsze w siódmym szeregu, więc: jakim on będzie księdzem – mówili.

Jestem nim. Moje życie jest życiem mężczyzny, który ma satysfakcję z tego, że kiedyś się zdecydował, a teraz konsekwentnie, w tym, na co się zdecydował, jest. Nie ma w tym wielkiego poświęcenia, jest zwyczajność dnia codziennego. Z radościami i smutkami, z poczuciem pewności i wielkim zwątpieniem, jak każdy świadomie żyjący człowiek na tej ziemi.

Jezus ma pasję. On się urodził po to, by ocalać, dziś żegna się ze swoimi przyjaciółmi. Zostawia ich, bo choć ich pokochał, stali się Mu bardzo bliscy, On wie, że Jego cel jest inny. Od urodzenia do śmierci celem było zbawienie ludzi. Ta misja stała się Jego codzienną pasją. Był niezrozumiany przez swoich bliskich i swoich uczniów. Całego świata w ogóle to nie obchodziło. On szedł. Po drodze rozwiązywał problemy, uczył, leczył, chodził na wesela, modlił się i pracował. Życie miało swój normalny rytm, ale codzienność była nakręcana pasją. To dawało Mu siłę. I choć ostatecznie stracił swoje życie, to nie mówił o jakimś poświęceniu i trudności. To było obecne, ale nie było najważniejsze. Podjął decyzję, że musi zrealizować cel.

Mężczyzna powinien mieć pasję. Dziś jest wielu wymoczków, którzy nie wiedzą, co robić, nie chcą ryzykować, nie chcą decydować. Ubierają kolorowe portki, wyrywają kolejne kobiety, są wolni. Jest wielu mężczyzn w Kościele, którzy zajmują się tropieniem wroga, diabła, wyszukiwaniem błędów u innych. A mało jest mężczyzn, którzy mają pasję, taką jaką miał Pan Jezus. On szedł do przodu, chciał umrzeć. Bo tak rozumiał miłość.

Często na pierwszy plan wysuwa się ludzka małość. Każdy z nas ma swoje: boję się, chcę spróbować z kobietą, chcę być wielki, chcę jeszcze pojechać stopem na koniec świata. I właśnie na takim tle, On przychodzi i mówi proste – pójdź za Mną, miej pasję, cel. Naprawdę lęki i wszystkie te poboczności, choć wydają się takie silne i ważne, są tylko czymś bardzo pobocznym.

Ja też upadam i grzeszę. Życie przynosi wiele trudnych sytuacji, zakochałem się, przeżyłem załamanie, płakałem po nocach, żaliłem się przyjaciołom, a moja wrażliwość wciska mnie czasem w podłogę. Starzeję się, staję się ociężały, powtarzam się, modlitwa mi nie idzie, jest wiele momentów, w których kiepski ze mnie jezuita. Ale idę dalej, bo to moja pasja.

Paweł dziś używa takiego zwrotu: wiecie, jakim byłem. Można by dodać: ale się zmieniłem. Zmienił się, bo stanął na jego drodze ten sam Chrystus, który miał pasję. Zaraził Pawła.

Bycie jezuitą, Towarzyszem Jezusa jest moją pasją.

SŁOWO

ps. Na zdjęciu jestem z Kasią, mam nadzieję, że mnie nie zastrzeli za tego starocia, ale to jedno z niewielu z tamtych czasów.