Zaznacz stronę

Kobieta. Cierpi. Bardzo. To nie tylko cierpienie fizyczne. Ta kobieta według Prawa była nieczysta, wiele rzeczy było jej zabronionych. Cierpi fizycznie, psychicznie i duchowo od 12 lat, więc od zawsze. Jest zdeterminowana. Wielu lekarzy odwiedziła i nic. Dotyka się z determinacją, nie tylko z wiarą, ale właśnie z determinacją i zostaje natychmiast uzdrowiona. Może warto przy tej postaci zapytać się o magię w naszej wierze. Ona w swoim zdeterminowaniu postanawia spróbować kolejnego środka. Może dotknięcie szaty tego Człowieka coś pomoże? Jak jest u nas? Łączy mnie z Bogiem Jego osoba, czy może to kwestia rytuałów, które mogę postawić koło innych, bo a nuż się okaże, że któryś zadziała? Dziś Eucharystia, jutro horoskop, pojutrze guzik na widok kominiarza? A może inaczej? Na co dzień Bóg z boku, a w niedzielę, od święta na wszelki wypadek do kościoła. Zbliżają się święta, ślub w rodzinie, to trzeba iść do spowiedzi.

Łatwo wrzucić Boga w myślenie magiczne. Tylko, że łatwo z naszej strony. On się nie daje w takie gierki wciągnąć. Kto się mnie dotknął? – pyta. On jest świadomy. Jednak w tej historii jest coś niesamowitego. On, kiedy się dowiaduje, kto się Go dotknął, wcale nie krzyczy. Mówi: twoja wiara cię uzdrowiła. Właśnie. Nieważne jest, dlaczego z Bogiem zaczynamy, ważne dlaczego przy Nim zostajemy. Nawet z takiego magicznego traktowania Boga, On ma moc uczynić coś wielkiego.

Jair, człowiek znaczący. Jednak zdarza się w jego życiu coś, co każe mu zapomnieć o konwenansach, o swojej pozycji. Cierpienie dziecka. Są takie sytuacje, w których nie obchodzą nas opinie, którymi na co dzień się przejmujemy. Przychodzi do Jezusa, jakiegoś nauczyciela i on, przełożony synagogi, pada przed Nim. I prosi by przyszedł, bo córeczka mu umiera.

Jezus dochodzi do domu Jaira. Zastaje tłum zgromadzony przy zwłokach. Płaczą. Jednak zanim tam dotrą, słyszą słowa: po co trudzisz Nauczyciela, ona już umarła. Wielu jest takich koło nas, ba, nawet w nas, co mówią: nie ma sensu. Jest sens. Nie wiemy, czy Jair działał w szoku po tej wiadomości, czy jeszcze bardziej wierzył, ale nie mówi Jezusowi, by zrezygnował. Idą dalej. Nie bój się, wierz tylko. Ile razy w takim momencie tracimy wiarę? Coś się sypie, a my podkulamy ogon i pozwalamy, by lęk ogarniał wszystko. Nie mówię tego z wyrzutem, ale byśmy sobie przypomnieli jak łatwo można dać się nabrać.

Naśmiewali się z Niego. Pobożni ludzie zapewne odczuwają, po usłyszeniu tego zdania, swoiste oburzenie na tych, co się śmieją. Ale zobaczcie, czy i nasza reakcja nie byłaby taka? Mogli poczuć się źle, bo mogli pomyśleć, że Jezus z nich kpi. Widzi nieżywą dziewczynkę i się pyta, czemu płaczą? Zapewne niejeden pomyślał sobie, gdyby Tobie umarło dziecko, to byś się głupio nie pytał. Jednak w tym czysto ludzkim odruchu, który można usprawiedliwić, zapewne – jak to w życiu – jest i drugie dno. Naśmiewanie się z Boga. Łatwo wyznawać idę Boga wtedy, kiedy sobie radzimy. Kiedy wszystko jakoś się kręci. Kiedy krótko mówiąc, wiara nas nic nie kosztuje. Wtedy można jakoś na Boga się zgodzić. Jednak, kiedy stajemy przed decyzjami granicznymi, jak wtedy właśnie u Jaira, to łatwo przejść na drugą stronę. Wyśmiać Boga i wszystko to, co On proponuje. Śmiech wcale nie musi być dosłowny. Nasze kompromisy, nasze poluzowanie w małych rzeczach, usprawiedliwianie słabości. Po prostu nietraktowanie Boga poważnie. To jest śmiech z Boga. Bo my wiemy lepiej. Oni wiedzieli lepiej, my wiemy lepiej, oni się śmiali i my się śmiejemy. Tylko ojciec córeczki wierzył.

Jezus. Chciałbym zwrócić uwagę tylko na jedną Jego cechę, która w tych tekstach się pojawia. Wrażliwość. Nie delikatność, ale wrażliwość. Wrażliwy na ból drugiego, wrażliwy, bo czuje dotknięcie i wrażliwy, bo po wskrzeszeniu dziewczynki każe ją nakarmić. On nie chce się zajmować tylko Twoją duszą. Jego interesuje całe Twoje życie. Tylko Mu pozwól do niego wejść.

SŁOWO