Zaznacz stronę

SŁOWO

Bracia i siostry, i ci spośród was, którzy się boją Boga! No właśnie kto z nas boi się Boga, to znaczy, kto z nas naprawdę otacza Go szacunkiem, kto z nas tak naprawdę się Nim, choć trochę przejmuje? I uwaga nie odpowiadajcie zbyt szybko, bo Dzieje Apostolskie mówią, że weryfikacją tego jest nasze głoszenie prawdy o Zmartwychwstaniu. Pytam się: jest ono obecne w nas? Uwaga, głoszenie Zmartwychwstania to nie piękne mowy. To przemiana, którą nam pokazywali apostołowie, przez ostatnie tygodnie. Przemiana z tchórzliwych, zapyziałych ludzi, siedzących we własnych smrodkach, do odważnych ludzi, którzy przekraczają swoje granice.

Ja się ciągle boję. I nie przesadzam, że ciągle tak mówię, nie ma we mnie przemiany. Nie ma we mnie odejścia od tego, co było starym stylem życia. Zasadniczo pokochałem taki styl życia, w którym żyję sobie w dwu światach. Z jednej strony, znalazłem dobrą przystań, która mi coś daje.  Z drugiej żyję w starym schemacie, w świecie, w którym ważne jest by być najbardziej słyszalnym, by być najbardziej zauważonym. Wyraża się to w moim egoizmie. Wspólnota jest fajna, dopóki nie trzeba czegoś jej dać. Choćby swojego czasu czy zwykłego zrezygnowania z siebie, kiedy rozmawiam z kimś, kto jest dla mnie trudny.

Jezus powiedział do swoich uczniów: Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. Wszystko to, co przeżywamy, a szczególnie to, co trudne musimy odnosić do Niego. Musimy nasz lęk, a więc, to wszystko, co nas paraliżuje, nawet jeśli wprost nie jest lękiem, odnosić do Niego. Właśnie w momentach, kiedy wszystko nie jest proste, pokazywać, że jesteśmy wierzącymi. Z Niego mamy czerpać siłę do życia na poziomie, do tego, by się nam, ciągle na nowo chciało.

Często sprawiamy wrażenie ludzi, którzy nie wiedzą, co i jak mają robić. Mówimy jak Tomasz z Ewangelii: Panie nie wiemy dokąd idziesz, można by dodać do tego, nie wiemy, co mamy czynić, jak się zachować. Jezus nie bawi się w żadne zawiłe tłumaczenia. Mówi prosto i bez ogródek. Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Kto idzie za Mną ma życie. Jesteśmy mistrzami w szukaniu różnych prawd, sposobów na życie poza Nim. Jesteśmy maxami w wymyślaniu przeróżnych przepisów jakby tu nie iść i iść zarazem Jego Drogą. Może jednak warto zaryzykować pójście Jego Drogą na serio, by doświadczyć tego jakie jest to życie, które obiecuje.  Życie na Jego Drodze, nie jest sielanką, jest bitwą, na której zdarzają się bardzo dziwne przygody, ale kiedy się tą drogą idzie, to ma się przekonanie, że to jest właśnie to, bez półśrodków, w poczuciu, że jest OK.

Apostołowie wiele razy znajdowali się w sytuacjach, w których słuchali swoich strachów czy niepewności. Działają często jak ludzie (i to nie jest zarzut – oni są ludźmi), którzy patrzą bardzo krótkowzrocznie. Na to, co aktualnie może się im opłacić. Potrzebują Jezusa do zapewnienia sobie bezpieczeństwa, On tymczasem mówi im o tym, że odejdzie, że chce im dać samodzielność. Chrześcijaństwo nie jest kolejną religią na świecie, która daje ramy opisane co do ostatniej kropki. Jasne, my ludzie przez wieki stworzyliśmy niezły system, bo wydawało nam się i dalej wydaje, że Jezus jest postacią z przeszłości. Wierzymy w Jego bóstwo, ale z drugiej strony On sam jest mocno schowany w naszych tabernakulach i grubych księgach. Tymczasem On fizycznie odszedł, ale dalej jest drogą, prawdą i życiem. Nie ma innej drogi, którą sobie wyznaczymy, nie ma innej prawdy, którą będziemy modyfikować na nasze potrzeby, a później przybijać do niej stempel: JEZUS, i nie ma w końcu innego życia jak On sam.

Wychodzić z myślenia swoimi lękami będziemy przez całe życie. Ktoś, kto twierdzi, że ich nie ma i nie odczuwa, zwyczajnie gra.