Zaznacz stronę

Boże, nie każ mi zmieniać mojego życia. Proszę Cię, uszanuj to, co sobie wypracowałem przez lata. Uszanuj to, że mam swoje przyzwyczajenia, że wiem, co dla mnie lepsze. Boże, spróbujmy żyć w symbiozie, nie przeszkadzając sobie wzajemnie. Wiesz, Boże słyszałem, że kiedy człowiek poważnie powie Ci, byś wszedł w jego życie, to Ty robisz w Nim rewolucje, chcesz być obecny we wszystkich dziedzinach. Chcesz być przyjacielem, kimś bliskim, nie chcesz mnie osądzać i ścigać za grzechy. Proszę Cię, uszanuj to, że ja jednak wolę byś był groźnym Bogiem, który mnie kontroluje i nie jest zbyt blisko mojego życia. Po prostu Boże ja nie chcę za Tobą iść, po prostu nie chcę nic zmieniać, jest mi dobrze, nawet jeśli czasem jest źle.

Być może, ów syn z Ewangelii, który powiedział: nie pójdę, wcale nie był nieposłuszny, ale po prostu, jak większość z nas, bał się rozwalenia wygodnego, wypracowanego stanu rzeczy? Może ta przypowieść wcale nie jest tekstem o posłuszeństwie, a o czymś zasadniczo głębszym? Dlaczego Jezus daje za przykład margines społeczny, którym dziś, wielu chrześcijan pogardza? Nie przechodźmy nad tym tekstem do porządku dziennego, jest tam za dużo pytań, za dużo niepokojących sygnałów. Zauważmy, że celnicy i nierządnice – grzesznicy już wchodzą do Królestwa Bożego. My – pobożni – ciągle się ociągamy, bo mamy wiele do stracenia. Nasze pozycje, nasz święty spokój, nasz poukładany świat. Oni nie mają nic do stracenia. Oni już wszystko stracili, łącznie z dobrym imieniem, wśród nas – pobożnych. Jak bardzo jest radykalna ta Ewangelii i inny od nas jest Bóg możemy się przekonać wychodząc dziś bocznym wyjściem. Spotkamy tam tych samych ludzi, których mijamy co niedziela. Oni wchodzą, nie wejdą, przed nami do Królestwa.

U Boga, czy to się komuś podoba, czy nie, nie ma gotowych i stałych formuł. Jeden z biskupów amerykańskich powiedział, że: Królestwo Boga jest niebezpieczne. Trzeba do niego wejść, a nie tylko zbierać o nim informacje. No właśnie. Zobaczcie, że my często robimy z chrześcijaństwa taki bezpieczny lokal, który ma nas chronić przed złem, przed niewyjaśnialnym, w końcu ma usprawiedliwiać i rozgrzeszać nasze grzechy, nasze głupie decyzje, czy życie, które kłóci się z Słowem Boga.

Jezus dziś wyraźnie mówi do nas: wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się. Do nas są te słowa. To jest to, co wspomniałem na początku. Patrzymy, słuchamy, i wracamy do starego. Widzieliśmy już tyle cudowności w naszym życiu i nic, albo niewiele. Nie dlatego, że życie jest ciężkie, ale dlatego, że nam wygodniej w tym siedzieć, wygodniej nie wychylać swojego nosa.

Ta przypowieść, nie jest przypowieścią o moralności, ale jest powiedzeniem, chcesz iść za Mną? To idź w nieznane. To idź w to, co Ja ci proponuję, a nie chciej bym Ja, był tylko potwierdzeniem tego, co ty sam, sobie wymyśliłeś.

Uwaga! Tej propozycji nie składa byle kto. Jezus z Nazaretu, skazany przez rzymskiego namiestnika na krzyż, umarł za nas w piątek, około godziny trzeciej. I właśnie ten Jezus przychodzi i mówi nam: dziś idź do mojej winnicy, chcę ci dać pracę. Chcę, byś poszedł do mojej roboty, abyś się w swoim życiu nie nudził.

Wiesz Panie, ja jednak wolę dołączyć do tych, co mówią, sposób postępowania Pana nie jest słuszny. Wolę dołączyć do tych, co wiedzą lepiej od Ciebie. Po, co rozwalać sobie życie? Wolę iść tą drogą, którą sobie sam ustaliłem, tylko czasem zapraszając Ciebie, do niej.

Bóg walczy o nasze serca. Dlatego wysyła nas do swojej winnicy. Nie dlatego, ze widzi w nas najemników, ale dlatego, że widzi w nas swoje dziecko, syna i córkę. Wysyła nas do swojej winnicy, bo nam ufa. Nie po to by nas tam wykorzystać, ale by razem z nami pomnażać swoje dobro.

Znów stajemy wobec decyzji, która z tygodnia na tydzień, z dnia na dzień, staje się coraz bardziej konieczna. Czy wchodzimy do rzeczywistości Królestwa Bożego, czy zostajemy w swoim – nie chcę? Jeśli wejdziemy, to nic już nie będzie takie samo. Naprawdę. Czym się będzie różniło od naszego dotychczasowego życia? Tym jednym, będzie w nim – nadzieja. Nawet jeśli nasza pierwsza decyzja była: nie, nie chce mi się, to możemy ją zmienić i teraz.

Nie stójmy jak widzowie, nie stójmy z daleka, z ukrycia. Wiedzmy, że to zaproszenie: dziecko, pójdź do Mojej winnicy, jest skierowane dziś do nas. Winnicy przemiany swojego myślenia. Jeśli my nie skorzystamy, wejdą przed nami, nasi przeciwnicy polityczni, złodzieje, prostytutki i wszyscy ci, którymi gardzimy.

SŁOWO