Zaznacz stronę

Na chodnikach coraz częściej można znaleźć wyrzucone grosiki. Nie dbamy o drobne sprawy, o drobne pieniążki i szczegóły. Coraz częściej widać, że ludziom nie chce się żyć na poziomie, że łatwiej przychodzi nam wybrać opcję przyczajenia się w okopach, na zasadzie jakoś to będzie. Tymczasem wydaje się, że tylko człowiek dbający właśnie o drobne rzeczy w swoim życiu, zaczyna żyć pełnią, czasem na krawędzi, jak owa wdowa od grosika.

Owa starsza pani, ale również ta z historii Eliasza, są przede wszystkim kobietami zaufania. Szczególnie jednej jego cechy – zaufanie zawiera w sobie pewną dawkę naiwności. Kładą wszystko na jedną szalę. Właśnie o to chodzi – tak zaufać: we wszystkich dziedzinach życia. W relacjach, w naszych rodzinach, w karierze, w zdobywaniu pieniądza, w końcu sobie samemu. Ale zaufać z domieszką naiwności, nie z kalkulacją, nie na zasadzie: ty mi dobrze – ja tobie dobrze. Ufam Ci, człowieku, bo wiem, że coś z tego będę miał, kocham, akceptuje miłych mi. Ufam Ci Boże, to znaczy dopuszczam Cię do tych sfer w moim życiu, gdzie za dużo ode mnie nie będziesz wymagał. Nie o taki sposób zaufania tu idzie. Oddaję swój ostatni dzban mąki, ostatnie swoje dwa grosiki. Oddaję moją opinię na temat tego człowieka, oddaję swoją opinię na temat swojej idealności i nieomylności. Oddaję swój obraz Boga. Po, co? By otrzymać więcej. Ale nie z kalkulacji, ale w zawierzeniu, że Bóg nie zostawia tych, co idą na całość.

Uczeni w Piśmie z dzisiejszej Ewangelii reprezentują ludzi, którzy traktują religię poważnie, nie dyskutują na temat: czy Bóg jest, czy Go nie ma. Są związani z religią, ze zwyczajem, tu można dołączyć także zwyczaje i reguły, które wyznajemy i innym narzucamy. Równocześnie ci panowie zabraniają Bogu działać i podporządkowują sobie ludzi chowając się właśnie za regułami. Jezus mówi, żeby się ich strzec, ale nie tyle ich, co ich postaw. Człowiek staje się takim typem wtedy, kiedy przestaje ufać: sobie, Bogu i ludziom. Kiedy przestaje ufać, to zaczyna kalkulować i cwaniaczyć, a że musimy się na czymś oprzeć, to stawiamy na siebie. I wtedy się zaczyna: ja wiem najlepiej, to ja w rodzinie musze zawsze mieć ostatnie zdanie, należy mi się szacunek, musze wygrywać zawsze, nie będzie mi nikt mówił jak żyć. I nie myślmy sobie, że jak powiemy, że dziś XXI w. i trzeba myśleć nowocześnie, a nie jak – przepraszam, przysłowiowe mohery – to mówimy jakieś odkrywcze rzeczy. Już i za Jezusa tak było. Owi wykształceni w prawie też mówili, że wdowy i im podobne się nie liczą, że są gorzej wykształcone. Nihil novi.

Wdowa z Ewangelii to osoba starsza. Jednak nie trzeba być starszą osobą, by być wdową. Można być wdową młodą. Używając słowa wdowa, mam na myśli osobę cierpiącą z powodu jakiegoś istotnego braku. I te dwie dzisiejsze sceny pokazują, że można dokonać wyboru, jak ten swój bolesny brak przeżyję. Można być wdową, bolejącym zamkniętym na wszystko. Można ze swojego braku, defektu, rany, trudnego doświadczenia, upadku, zranienia zrobić bożka, który będzie przez nas hołubiony i wywyższany. A można, jak owe dwie, postawić wszystko na jedną kartę i zrobić krok naprzód. Logicznie bezsensowny, naiwny, pełen – dla świata – katolickiego, chrześcijańskiego myślenia. To, co uczyniły owe dwie kobiety, i wiele innych osób, nie jest dziełem przypadku i zrezygnowania, ale jest wynikiem ich świadomej decyzji, decyzji na granicy.

SŁOWO