Zaznacz stronę

Kiedy ludzie są zachwyceni twoją robotą, twoim życiem, małżeństwem, kapłaństwem czy pracą, kiedy inni pieją z zachwytu, jak to wspaniale ci idzie na studiach i jakich to sukcesów nie osiągniesz, ty idź drogą Pana. A droga Pana jest prosta: będzie wydany w ręce ludzi. Po prostu zostanie zabity.

I tak ma być z nami zawsze, kiedy pojawia się na horyzoncie jakikolwiek sukces, moment, w którym będą nas stawiać na piedestale – trzeba z niego szybko złazić, bo nasza droga ma się skończyć w Jerozolimie, nie na salonach popularności.

Co więcej, nie wymagajmy od ludzi tego, by nas zrozumieli, by dali nam z tego powodu jakikolwiek gratis. Naszą śmierć w Jerozolimie ma przyśpieszyć właśnie to, że oni nie rozumieją i boją się zapytać. Ten ich lęk nie może być powodem oskarżenia z naszej strony, bo to jest droga, którą dobrowolnie sami dla siebie wybraliśmy. I warto sobie przypomnieć, że nie wybraliśmy jej dla swojej wygody.

Jakże śmieszne wydają się skargi chrześcijan, że na portalu społecznościowym ktoś cenzuruje tzw. katolickie poglądy, albo to, że w popularnej gazecie ktoś po raz kolejny obsmarowuje jednego z naszych. A czegośmy się spodziewali, kiedy sam Mistrz mówi, że musi pójść do Jerozolimy i być wydany w ręce ludzi?

Nie da się być chrześcijaninem i zarazem na stałe wtopić się w ten świat i w nim się ułożyć. Nasza droga to obumieranie, powiem wbrew temu, co słyszę na co dzień: powinniśmy być wdzięczni temu światu, że nie pozwala nam na to, żeby nam było dobrze. Świat, nie wiedząc o tym, robi nam przysługę, bo staje się glebą dobrą do obumarcia naszego ziarna, do jego zgnicia, aby w końcu mogło wydać plon.

Wiem, wiem – jestem tylko niemyślącym księdzem i dobrze mi mówić…

SŁOWO