Zaznacz stronę

Czasem mówimy, że dzieci są marudne i niewdzięczne. A czy one nie uczą się tego czasami od nas – dorosłych? Jest takie powiedzenie, że człowieka poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy. Jezus po skończonym cudzie każe uczniom zebrać wszystkie resztki do koszów.

Bardzo często oczekujemy na cud. Powiedziałbym, że to jest jakoś wpisane w naszą naturę, również jest to obecne w życiu ludzi niewrzących. Po prostu czasem znajdujemy się w takiej sytuacji, kiedy nie dajemy rady. A to podupadamy na zdrowiu, a to zawalają się nam relacje z ludźmi, innym razem kurczą się drastycznie nasze finanse. Generalnie, życie dostarcza nam wiele sytuacji, w których tylko cud może nas uratować, przynajmniej tak się nam wydaje. Co ciekawe, kiedy w tych trudnych sytuacjach jesteśmy, to mam mocne przekonanie, że bez cudu – umrzemy. Zobaczcie, tymczasem żyjemy, to znaczy, według naszych kryteriów, że zdarzył się cud.

I to jest pierwsza sprawa – niedostrzeganie. Ludzie idą za Jezusem, bo dostrzegli cuda. Inaczej chodzi się za Jezusem, inaczej przeżywa się to coś, co nazywamy wiarą, wtedy, kiedy dostrzega się cudowność swojego życia. Ta cudowność polega na tym, że zadaję sobie trud decyzji, że ja chcę widzieć, że pomimo tego, że czasem jestem pod życiową kreską, żyję. Żyję dzięki innym, dzięki tak zwanym przypadkom, dzięki swojemu sprytowi, dobroci innych ludzi.

To jest to, co często mówię: życie w wdzięczności, czyli uważności. Chrześcijaństwo nie jest wypełnianiem prawa, jak niewolnik, ale jest dostrzeganiem obdarowania. Mówiąc jeszcze inaczej, uczę się dostrzegać najpierw to, co mam, a dopiero później widzieć braki. To jest to, co Jezus mówi do Filipa: jak ich nakarmimy? Nie stwierdza: nie da się, ale jak?

Wracam do swojej pierwszej myśli. Do zbierania. Zbieranie okruchów, bo to są okruchy, wobec tej całej wielkiej ilości jedzenia. Tam było 5 tyś. mężczyzn, większość z nich miała żony i dzieci, a więc łatwo policzyć, że to co najmniej kilkanaście tysięcy ludzi – wielka ilość jedzenia. A więc te kosze ułomków, to na serio okruchy, a jednak każe to zebrać. Uważność jest dla Jezusa bardzo ważna. Jeśli się nie dostrzeże tego, co zostało, nie będzie wdzięczności za to, co się dostało. Wdzięczność zaś, nie jest potrzebna Bogu, ale nam. Ona nas wyrywa z pretensjonalności, która z kolei pcha nas do frustracji. Nie widzę darów = nie mam, nie mam = frustracja.

Popatrzmy na tę Ewangelię jak na zachętę do bycia uważnym, do zobaczenia, że obracamy się w codziennych cudach.

Można być jak ludzie na końcu tego wielkiego tłumu. Oni niewiele widzieli i zapewne nie słyszeli, co dzieje się na przodzie. Dochodziło do nich jedzenie i jakieś strzępy informacji, może wielu myślało, że po prostu inni się dzielą, może byli tacy, co stwierdzili, że im się to należy, a może byli tacy, którzy pojedli i poszli.

Jezusowi chodzi o to, żeby nic nie zginęło. Wszystko, co się w naszym życiu dzieje jest ważne, a by to zauważyć, trzeba być uważnym.

I ostatnia myśl. Jezusa chciano obwołać królem. On się na to nie godzi. Zobaczcie, że On nie chce władzy. To my – ludzie – chcemy Mu nadać tytuł Króla. Kiedy? Dokładnie, jak w naszych codziennych relacjach. Obwołujemy kogoś władcą, gdy coś nam daje albo obiecuje. Dajemy mu władzę.

Jezus jest inny. Daje ludziom nasycenie za darmo. Nie za tytuły. Uczy nas uważności, byśmy widząc ogrom dobra w naszym życiu, byli jak ten chłopiec, który dał to, co miał. Te pięć chlebów nic nie znaczyło, a jednak dało się nakarmić tłum.

SŁOWO