Zaznacz stronę

Zobaczcie co robi Jezus w Ewangelii.

W piątek apostołowie stracili wszystko. Wcześniej spalili za sobą mosty, odeszli od swoich bliskich, zostawili swoje biznesy, całe dotychczasowe życie. Może w kilku wypadkach było i kiepskie, takie zwyczajne, ale jakieś było. Niektórzy  z nich, jak Mateusz, zostawili całkiem niezłe bogactwa. Jakby tego wszystkiego było mało w Piątek stracili Mistrza. Człowieka, na którym budowali ostatnie lata swojego życia.
Czytaliśmy o dwóch z nich, którzy po tym wydarzeniu idą około 11 km do Emaus. Idą w żalu. Tak naprawdę uciekają. Zapewne w drodze było dużo milczenia, ale i zastanawiania się nad tym wszystkim, co się stało. Mężczyźni w takich sytuacjach próbują sobie jakoś zracjonalizować, jakoś wyjść z twarzą z trudnej sytuacji.

Wróćmy jednak do Jezusa. Podchodzi do nich – zapewne z tyłu – może za nimi biegł i zaczyna zabawę. Tak, po prostu ich pyta, o czym sobie rozmawiają i co ich tak pochłania? To pytanie ich dotknęło, może nawet wkurzyło. Zatrzymali się, a Kleofas zdziwiony, a może ironiczny mówi: chyba jesteś jedyny, co nie wie co się stało. Wszyscy w Jerozolimie o tym mówią, a Ty się pytasz, o czym gadamy?
Zobaczcie tu uśmieszek na twarzy Jezusa. Przecież On jest głównym Bohaterem tych Wydarzeń, a pyta się, „co się stało?”
No więc postanawiają Mu opowiedzieć. Pełna patosu opowieść o wielkim Proroku, co to szedł przez ich kraj i robił wielkie rzeczy, ale i opowieść o ich wielkim żalu.

A myśmy się spodziewali. 
I tu jest sedno tej historii. Myśmy się spodziewali, że On zrobi to, co uważamy za dobre i słuszne. Spodziewaliśmy się, że ten Prorok przywróci porządek w naszym kraju, że w końcu będzie spokój. Stało się inaczej. Został poniżony, zabity, a do tego nie ma nawet Jego Ciała. Nie ma nic.
Można powiedzieć, że ci dwaj uciekają od wspomnień, od wstydu i poczucia porażki. To ich opowiadanie jest takie, jakby o tych wydarzeniach opowiadali ludzie po wielu latach, ludzie zupełnie obcy. Dużo tu analogii do naszego życia, do naszych rozczarowań, począwszy od drugiego człowieka, nas samych, a skończywszy na samym Bogu, bo ja się spodziewałem.

A Jezus? Ile w Nim musiało być podniecenia, radości. Oto stoczył największą bitwę wszechświata. Zabity, zszedł do otchłani, by wyprowadzić oczekujących, a później Zmartwychwstał. Hej! Czujecie to? Czujecie ile w Nim było radości? Jak bardzo musiała być rozpromieniona Jego twarz?
Jednak On ich nie gwałci swoją radością. Ci mężczyźni są przybici. Może Go nie rozpoznali, bo dobrze im było już w tej żałobie? Nie narzuca się im, ale ich uwodzi, dobrze się z Nim gada. Niby nie wie, co się stało, ale sprawia wrażenie dobrze zorientowanego w temacie. I w momencie, kiedy dochodzą do celu, On im tak po prostu oznajmia, że idzie dalej. Zobaczcie znów ten uśmiech na Jego twarzy. Przecież On jest świadom ich zmieszania, tego wszystkiego, czego oni ani trochę nie rozumieją.
Zostaje tylko dlatego, że Go proszą. I co? Kiedy tylko Go rozpoznają – On znika. Rozpływa się jak kamfora.

Jezus to jest świetny Przyjaciel. Wyrywa ich z ich smutku, pobudza do działania. Oni zaraz potem wracają do Jerozolimy, zapominają o bólu, smutku, porażce i idą do reszty uczniów. Idą opowiedzieć, że spotkali Pana. Właśnie wtedy, kiedy postanowili uciec i zapomnieć.

A w nocy co słyszeliśmy? To, że nie kto inny, a kobiety oznajmiły światu Zmartwychwstanie. Nie ci ważni apostołowie, co składali męskie deklaracje wierności. Tu też warto zobaczyć uśmiech Jezusa.
To całe Zmartwychwstanie nie wygląda poważnie. Nie ma żadnej audiencji generalnej. Jest pusty grób, płótna grobowe, zszokowane kobiety, faceci uciekający daleko, inni zamknięci ze strachu w wieczerniku. A On pojawia się gdzie chce i jak chce. Pojawia się tam, gdzie się Go najmniej spodziewamy.

Nie bójmy się niespodzianek Boga. On zawsze nas zaskakuje (Franciszek). Boga, a już tym bardziej Jezusa Zmartwychwstałego nie da się zamknąć do jednego schematu. 
Chcesz rozwiązania Twoich trudnych spraw? Chcesz by On sprawił zmartwychwstanie w Twoim śmierdzącym trupem grobie? To wiedz, że On przyjdzie nie tak, jak Ty tego chcesz. Uważaj na ludzi, którzy są na Twej drodze dziwni, może nawet ironiczni, bo to może być On. Uważaj na takie błahostki, jak pusty grób, jakieś szmaty, czy krzyczące kobiety, albo zalęknieni mężczyźni. Bo On może Ci dawać odpowiedź przez takie dziwne znaki.
 Zmartwychwstanie to nic innego jak Spotkanie Zmartwychwstałego. Tu nie ma czasu na wielką celebrację samego Zmartwychwstania. Nikt nie wie jak się to stało. Za to jest czas i miejsce na Spotkanie ze Zmartwychwstałym.
 I nie bój się, że to może być dziwne, że Bóg może się do Ciebie uśmiechnąć. On jest dziwny, więc robi dziwne rzeczy.

I tak na koniec. Jest tam moment, że chyba się na nich trochę wkurza. Mówi im, że są głupi, że czytają Pisma, dyskutują i nic nie rozumieją. Nie rozumieją, że po tylu znakach, doświadczeniach powinni w końcu w Niego uwierzyć. Spotkaj dziś Zmartwychwstałego. I zobacz, jak się do Ciebie uśmiecha.

SŁOWO – druga Ewangelia o uczniach z Emaus.