Zaznacz stronę

SŁOWO

Czytamy u Jana, że wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.Wszystko, co się dzieje, co się działo w twoim życiu, wszystko – nawet grzech i słabość jest w Nim zanurzone. To właśnie jest niesamowitość Bożego Narodzenia i nowość Wcielenia, że Bóg jest we wszystkim obecnym. Jak to przeżyć w praktyce? A no choćby tak, by pozwolić Mu wejść w konkrety naszego życia. By pozwolić sobie na ryzyko opowiadania Bogu o tym, co się dzieje w naszym życiu. Od tego, co najlepsze, czym lubimy się chwalić, co jest powodem naszej dumy, aż do tego, co jest przez nas skrupulatnie skrywane. Wcielenie, a więc przyjęcie przez Boga ciała ludzkiego i w konsekwencji wszystkich jego spraw, pozytywów i ograniczeń, sprawia, że my nie mamy żadnego powodu by czuć się gorszymi, by posiadać jakieś przestrzenie w naszym życiu, które trzeba by było skrywać.

Ta Ewangelia jest wysoce realistyczna. Jan mówi, że Słowo przyszło do swoich, a swoi Go nie przyjęli. I wbrew pozorom to zdanie też jest Dobrą Nowiną. Człowiek jest tak wolny, że może Boga odrzucić, że może Boga przychodzącego jako bezbronny – nie przyjąć. To pokazuje, jak bardzo Bóg po prostu nas kocha, On nie chce relacji nie opartej na miłości, a więc na wolnym wyborze człowieka. Bóg wie doskonale, że władza to za mało, żeby zdobyć nasze serca. Bo władza może wszystko, widać to na przykładzie niewolnictwa, czy obozów koncentracyjnych. Władza może zmusić człowieka do czegokolwiek i zrobić z nim, cokolwiek, łącznie z tym, że po wielu ludziach nie zostały nawet kości. Ale nie może jednego – zmusić serca do kochania. I dlatego możemy Go odrzucić, i dlatego On nie będzie nas łamał. 

Ktoś to ujął tak. Problem Boga nie polega na tym, że Bóg nie potrafi czegoś zrobić. Jego problem polega na tym, że On nas kocha. Miłość komplikuje Bogu życie tak, jak każdemu z nas.

Bóg przychodzi dziś do nas, jako dziecko, byśmy opuścili nasze zaciśnięte do ciosu ręce, przestali wymachiwać nimi przed Nim i się przymknęli. Coroczne Boże Narodzenie przypomina mi o tym, że cały rok rośnie we mnie napięcie, ciśnienie różnych emocji i uczuć. A to jest czas spuszczenia powietrza z nadętego balonu.Z Bogiem – Jezusem, jako dorosłym mężczyzną można się wykłócać, można się nawet z Nim pobić. Ba! jak pokazała historia nawet zabić, ale przed niemowlakiem, można tylko zamilknąć i patrzeć. 

W te święta wszystko skupia się na Jezusie, czasem jak sobie przypomnimy – na Maryi. Panowie, ale trzeba sobie przypomnieć osobę bardzo ważną, bez której nie byłoby Bożego Narodzenia. 

Józef. Choć nie jest ojcem biologicznym Jezusa, to powiedzmy sobie strzeże, gdyby nie jego męska postawa od samego początku, Maryja nie urodziłaby Jezusa. Pomimo niesamowitych wątpliwości i pytań, strachu i niepewności obronił swoją kobietę przed innymi. Przed oskarżeniami, a ostatecznie kamienowaniem, któremu wedle Prawa Maryja mogła zostać poddana. Gdy Maryja przyszła do Józefa z nowiną, zachował się tak, jak większość z mężczyzn by się zachowała. Podziękowaliby swojej kobiecie za wspólną przygodę. On chciał, jak większość z nas, przeżyć zwykłe życie, kobieta, dom, dzieci. Tymczasem wszystko wzięło w łeb, w nocy dowiaduje się, że nici z jego planów, że właśnie nie ma zostawiać tej Kobiety, ale że ma się w tę sprawę zaangażować na całość. Józef, podobnie jak wielu z nas został „wplątany” w dzieło Boga jakby z przypadku. Jednak nie do końca, bo to konkretny człowiek, z konkretną historią. Jak wszyscy my. On zaryzykował nie znając zakończenia historii, jak my ją dziś znamy. I dobrze na tym wszyscy wyszliśmy.Józef jest mężczyzną, który pokazuje coś bardzo istotnego w przeżywaniu więzi z Bogiem, w religijności. Bierze odpowiedzialność za nie swoje dziecko i je wychowuje.

Gdy Jezus się narodził, dorastał i dojrzewał w cieniu mężczyzny. Józef był pierwszym wzorem dla Tego, który wzorem jest dla każdego z nas. To, jaki jest Jezus, jakiego pokazują nam ewangelie, jest bardzo przesiąknięte tym, jakim człowiekiem był Józef. Jego historia jest dowodem na to, że trzeba, w którymś momencie życia zrobić krok naprzód z tego, co jest religijnym prawem, ustalonym schematem i pójść w szaleństwo, bo Bóg tego chce. W życiu każdego człowieka są dwa okresy. Najpierw uczenia się ram, wypracowywaniu „schematów” i zasad, po to by później wejść w życie pełne ryzyka i przygody. Może jednak warto zostać w tym, czym jesteś, warto zawalczyć o rodzinę, o szkołę, o relacje, w końcu o swoje serce? Popatrz inaczej na to, co teraz przeżywasz w swoim życiu, szczególnie jeśli to jest niezrozumiałe? To, co zrobił Józef, było wbrew logice, wbrew rozsądkowi, ba, wbrew naturalnym pragnieniom. A jednak poszedł, bo usłyszał, że ma się nie bać i zaryzykować. Nie bój się!

Boże Narodzenie może być dobrą dla nas wszystkim inspiracją do twórczego życia, a może być tylko miłym (choć nie zawsze) wspomnieniem. Co bierzesz?