Zaznacz stronę

SŁOWO

Napominanie dla nikogo nie jest sprawą prostą. Szczególnie w dzisiejszym świecie, w którym większość z nas cierpi na „chroniczne przewrażliwienie na swoim punkcie”, które przerzucamy na innych, mówiąc o ich chamstwie.

Dziś nie każdemu można zwrócić uwagę. Można zostać posądzonym o brak poszanowania wolności. Można (na przykład) w szkole, na spotkaniach z rodzicami dużo mówić o wymaganiach, kulturze, zasadach. I wszyscy przyklasną. Jednak kiedy przyjdzie moment upomnienia konkretnego dziecka, zaczyna się problem, bo to naruszenie prywatności czy wtrącanie się w „prywatne sprawy”. Delikatną sprawą jest upominanie, dlatego też Jezus mówi o pewnych zasadach.

Najpierw rozmowa w cztery oczy. Kiedy ktoś cię zrani, zgrzeszy przeciw tobie, najłatwiej jest pogadać o tym z kimś innym. Ładnie to nazywamy „pożalić się”, tymczasem obmawiamy, wyrabiamy w kimś trzecim opinię o tym, kto nas zdradził. A Jezus mówi – idź pogadaj z tym człowiekiem w cztery oczy. Idź, sam się zepnij i powiedz mu, co ci na „wątrobie leży”. To jest trudne, bo trzeba się powstrzymać, bo trzeba zagryźć zęby. Trudne, ale najlepsze.

Jeśli to nie poskutkuje, podejmij kolejny krok. Krok świadków. Nie kogoś, kogo wcześniej negatywnie do tego człowieka nastawisz, ale kogoś bezstronnego, niezaangażowanego. Dopiero kolejnym krokiem jest doniesienie wspólnocie.

Napominanie jest wyrazem mojej troski o drugiego. Jest wyrazem miłości do niego, nie do siebie. To bardzo ważny szczegół – jaka jest moja intencja upominania. Czy chodzi mi tylko o moją urażoną dumę, poczucie „przegranej”, czy dobro tego, kto mnie skrzywdził. Tu musi być szczerość „do bólu”; jeśli nie ma we mnie czystej intencji, staję się gorszy od tego, kto mnie zranił.

Wspomniałem już o „poprawności politycznej”, która nie pozwala nam na upominanie, ale jest i inna postawa. Obojętność. Historia stara jak człowiek. Od Księgi Rodzaju. Kain swego czasu wyrzekł słowa, które my często wypowiadamy: czy jestem stróżem brata mego? To wygodna postawa, która pod płaszczykiem szanowania wolności i niezależności innych, pozwala nam schować się w wygodnym nienarażaniu się. A tak naprawdę nie chcemy wziąć odpowiedzialności za kogoś, bo nasz mały światek jest wygodny, więc po co brać coś jeszcze na siebie. A może ze strachu, że kiedy ja odważę się kogoś upomnieć, to ten ktoś mi zada proste pytanie: „a ty jak żyjesz, jesteś idealny”? A może upomnienie kogoś każe mnie samemu zadać sobie pytanie o jakość mojego życia. Więc żeby nie ruszać w sobie spraw niewygodnych, przymykam oko na zło?

I na końcu słowo komentarza do celnika i poganina. Prawda – Jezus tak powiedział. Jednak ten sam Jezus chodził na wspólne kolacje do celników, a poganom uzdrawiał dzieci. Morał z tego taki, że trzeba brać cały pakiet wskazówek o tym, jak się zachowywać, nie tylko kawałki wygodne. Powodzenia w zapraszaniu na kolacje i uzdrawianiu dzieci.