Zaznacz stronę

sw_pawel
SŁOWO
Paweł upadł. I się zaczęło.
Był człowiekiem głęboko wierzącym w Jedynego Boga. Człowiekiem, który tego Boga (po)znał poprzez Pisma i swoją religię. Był zaangażowany do tego stopnia, że prześladował sekciarzy, jak rozumiał tych, którzy przyznawali się do Jezusa.
Studiował Torę u jednego z najlepszych rabinów, znał rabinackie metody uczenia się , miłował Prawo, czuł się dziedzicem całej religijnej spuścizny Izraela.
A jednak, kiedy w drodze do Damaszku upada na ziemię, wszystko się zmienia. Powie później – wszystko to, co do tej pory było dla mnie ważne – uznaję za stratę, śmieci, gnój (σκυβαλα). Za nic nie znaczące.
To, co do tej pory było największą wartością, okazuje się tylko marną zapowiedzią Prawdy, która sprawi rewolucję w całym życiu Pawła. Teraz już wie, że nie Prawo, nie pobożność, nie uczynki, ale sam Chrystus Go zbawia.
Paweł przeżywa prawdziwy kryzys, który przemienia go w Świadka Chrystusa Zmartwychwstałego. Już nie jest wyznawcą Boga Jedynego, dobrze znającym swoją religię, który wie. Staje się kimś, kto został poznany przez Chrystusa.
To doświadczenie Boga, które rozpoczęło się pod Damaszkiem, doprowadza Pawła do tego, że Chrystus staje się dla niego jedyną Wartością, za która biegnie, która go zdobyła, z która tak bardzo się identyfikuje, że mówi: już nie ja żyję, ale On – we mnie.
Paweł odkrywa swoją wolność, mówi, że ona jest tak wielka, że wszystko może. Jednak pierwszy jest Jezus, któremu ta wolność jest nie tyle podporządkowana, co oddana w niewolę.
Dopiero w takim kontekście możemy wziąć na serio wezwanie Jezusa, do wyjścia i głoszenia Ewangelii. Nie da się głosić Ewangelii, bez tego upadku pod Damaszkiem. Jeśli nie ma w moim życiu takiego doświadczenia, gdzie Bóg mnie zwalił z nóg, to nigdy nie będę świadkiem. Będę co najwyżej elokwentnym znawcą Ewangelii, albo dobrym mówcą, ale niczym więcej.
Powiem, że Jezus jest cwany. Zabezpieczył się tym nakazem przed aparatczykami i urzędnikami religijnymi. Pokazuje wyraźnie, że tu nie chodzi jedynie o pobożne opowieści o Jezusie z Nazaretu, ale o pokazanie mocy Boga w znakach: uzdrowieniach, uwalnianiu, w wierze, że idąc w Jego Imię jesteśmy bezpieczni.
Póki nie ma w moi życiu uzdrowień, uwolnień, i przekonania, że naprawdę nic mi nie grozi, trzeba mi się pytać o to czy jestem rzeczywiście apostołem? Jednak nie chodzi o to, by się oskarżać. To jest mało twórcze. Paweł, kiedy padł na drogę, nie użalał się nad tym, że źle wierzył. Zadał proste pytanie Panu: co mam czynić? A Pan odpowiedział jeszcze prościej: wstań i idź, powiedzą ci, co masz czynić. Po prostu trzeba otworzyć oczy i zobaczyć wiele możliwości, w których możemy przejść od religii teoretycznej do głoszenia Żywej Ewangelii.
Paweł się przewrócił, a później wstał.